CZYTELNIA

WBW 2017 • XV edycja

MC
WBW 2017: Najlepsze bitwy, największe niespodzianki! 3

W Krakowie było zajebiście...a w Bydgoszczy chyba jeszcze fajniej. Kozackie walki, niespodzianki i dość niespotykane zwroty akcji - na sobotnim półfinale mieliśmy absolutnie wszystko. No może poza większymi kontrowersjami jeśli chodzi o werdykty sędziów ;)

Zaczęło się klasycznie od losowania grup. Rozstawieni (ze względu na miejsce w ligowej tabeli eliminacji) zostali Milu oraz Ryba. Pierwszy z nich wyciągnął losy z ksywkami reprezentantów WLW, Toczka i Murzyna, a także Bamba. Ryba z kolei trafił na Kaza, Wawrzyna oraz Radziasa i choć początkowo raczej nic na to nie wskazywało, okazała się być to dla niego grupa śmierci.

Ale o tym zaraz, zaczniemy od biegu wydarzeń w grupie A.

GRUPA A (Milu, Murzyn, Toczek, Bambo) :

Pierwsza runda starć obyła się bez niespodzianek. Na początek po mega fajnej walce Milu okazał się minimalnie lepszy od Toczka, a chwilę potem Murzyn, notując jeden ze swoich najlepszych występów w rywalizacji na WBW, rozniósł w pył Bamba.

Również i w drugiej kolejce triumfowali zawodnicy, którzy na papierze mogli wydawać się nam przed bitwą odrobinę silniejsi. Milu nie bez problemów poradził sobie z dobrze dysponowanym Bambem, a w bratobójczej rywalizacji reprezentantów WLW triumfował bardziej utytułowany Toczek.

Ostatnia kolejka zaczęła się od wygranej Toczka nad Bambem. Wówczas więc wszystko wskazywało na to, że do półfinałów bez większych trudności przejdą faworyzowany Milu oraz wspomniany raper z Gdyni. A tu nagle psikusa postanowił zrobić nam Murzyn. Reprezentant WLW po cholernie wyrównanej i ciężkiej do oceny walce z Milem decyzją sędzioów zanotował swój drugi triumf na bitwie i zrównał się punktami w tabeli grupy A z Toczkiem oraz Milem. No i przyszedł czas na 3-osobową dogrywkę...

W niej niepodzielnie królował Milu, który bez dwóch zdań był najlepszym z zawodników w swojej grupie. Toczek i Murzyn szli łeb w łeb, jednak siedzący w jury Mełcin i Edzio chyba słusznie ocenili, iż w dogrywce minimalnie lepszy był Toko. Jednak, gdy po raz kolejny wydawało nam się, że rozstrzygnięcia w tej grupie mamy za sobą, tym razem mocno zaskoczył wszystkich drugi z reprezentantów WLW. Po wygranej dogrywce Toczek wbił na scenę i przekazał publice, iż wpadł na bitwę głównie po to, by samemu sobie udowodnić, że zasługuje na finał, a bilet do Proximy oddaje swojemu przyjacielowi, Murzynowi. I tym sposobem to właśnie jedyny półfinalista z Warszawy awansował ze swojej grupy wraz z Milem do Wielkiego Finału.

Słowem podsumowania wypada jedynie napomknąć, że Murzyn naprawdę wypadł na bydgoskiej bitwie kozacko i nic złego się nie stało, że to jemu ostatecznie przypadło miejsce w Wielkim Finale. Na słowa uznania zasługuje także Bambo, który choć przegrał wszystkie walki i zasłużenie odpadł, to zaprezentował się znacznie lepiej niż na minionych elimkach, a jego walki z Toczkiem i Milem chyba nawet mogły zakończyć się dogrywkami.

GRUPA B (Kaz, Wawrzyn, Ryba, Radzias): 

W tej grupie wszystko było jasne już po dwóch kolejkach starć. W nich bowiem triumfy nad dwoma pozostałymi zawodnikami zanotowali Wawrzyn oraz Kaz i jeszcze przed ostatnią rundą walk mogli cieszyć się z awansu do Wielkiego Finału. Zasłużenie? Więcej niż w 100 %...

Kaz po mega walce pokonał w pierwszej kolejce Rybę, pokazując, że i w tym roku może wygrać z absolutnie każdym. W starciu z Radziasem wypadł odrobinę gorzej i musiał bić się w dogrywce, jednak swoją klasę po raz kolejny udowodnił w walce o pierwsze miejsce w grupie, pokonując po przekozackich wjazdach Wawrzyna.

Z kolei najmłodszy ze startujących również miał spore problemy z pokonaniem Radziasa, jednak już w walce z Rybą odpalił prawdziwą petardę. Gdy wjechał temat historii, Wawrzyn popisał się naprawdę solidną wiedzą, a przede wszystkim umiejętnością przekucia jej w zajebiste punchline'y. Tu nie było mowy o przepychaniu na siłę nowego, młodego gracza... Najzwyczajniej w świecie zwyciężył skill.

A co się tyczy Ryby to w żadnym stopniu nie przesadzę, pisząc, że też był na tej bitwie prawdziwym kozakiem. Jego walki z Kazem i Wawrzynem to najlepsze starcia z całej bydgoskiej fazy grupowej i pech chciał, że rzeczywiście obaj rywale okazali się w nich od niego odrobinę lepsi. Ryba nie odpadł z walki o finał przez brak formy czy gorszy dzień, a ponieważ trafił na cholernie ciężkich rywali. Bardzo możliwe, że gdyby znalazł się w każdej z trzech pozostałych grup półfinałowych (zarówno tych w Bydgoszczy, jak i w Krakowie) jego losy potoczyłyby się zgoła inaczej...

A żeby Radziasowi poświecić też dwie linijki trzeba rzec, że i on z pewnością nikogo nie zawiódł. W walkach z Kazem i Wawrzynem bił się w dogrywkach, co chyba mówi samo za siebie, a w odrobinę szybciej przegranej potyczce z Rybą również rzucił parę naprawdę solidnych linijek.

Półfinały godne finału

A przede wszystkim jeden z nich, gdyż w pierwszym Kaz dość gładko, acz po solidnym starciu, rozprawił się z Murzynem. Jednak walka Mila z Wawrzynem to już naprawdę najwyższy level rodzimego freestyle'u. Przekozackie wjazdy, riposty i w sumie aż trzy dogrywki (z czego dwie bez bitu). Co tu dużo gadać – czekajcie aż to starcie wleci na WBWtv, bo chyba równie dobrego w tym roku na WBW jeszcze nie było. Ostatecznie decyzją sędziów w walce tej triumfował Milu i choć wielu w klubie się z tym werdyktem nie zgadzało, mi wydaje się, iż był jak najbardziej słuszny. 

W finale zmierzyli się więc Kaz i Milu. Po kolejnej bardzo wyrównanej i stojącej na zajebistym poziomie potyczce reprezentant Wrocławia zrewanżował się wicemistrzowi WBW za zeszłoroczną porażkę w półfinale i tegoroczną walkę na pierwszych elimkach w Poznaniu. Ponownie chyba nie każdy zgadzał się z werdyktem jury, lecz i tym razem według mnie był on słuszny. A swoją drogą sędziujący bitwę Edzio i Mełcin zasługują naprawdę na duży szacun, za to jak poważnie i profesjonalnie podeszli do swojego zadania. Werdykty były naprawdę ciężkie do orzeczenia, lecz tym razem jestem przekonany, że każdy z nich panowie byliby w stanie solidnie uzasadnić. 

Milu nawinął na jamie, że nie wie, czy zasłużył na triumf, a ja myślę, że jak najbardziej tak było. Na przestrzeni całej bitwy to właśnie on miał najlepsze ciągi skojarzeń, riposty, a łączył to wszystko z coraz to bardziej dopracowaną stylówą. Zaryzykowałbym też tezę, że spośród zawodników występujących na obu półfinałach nikt nie wypadł równie dobrze co reprezentant Wrocławia. 

W każdym razie półfinał w Bydgoszczy, choć był momentami dość nietpowy i zaskakujący, to z pewnością całościowo okazał się zajebistą bitwą. Zarówno dzięki startującym MC's, jak i solidnie sędziującym jurorom i bardzo żywiołowo reagującej publice. Zostaje nam sobie życzyć, jak najwięcej takich bitew w przyszłości...

No właśnie, a propos zajebistych battle'i widzimy się już 25 listopada na Wielkim Finale w Proximie. W tym roku po raz pierwszy od bodajże pięciu lat wystąpią na nim w zdecydowanej większości zawodnicy, którzy poza soczystymi punchline'ami potrafią imponować także stylówą i techniką. A to zwiastuje nam naprawdę kozacką imprezę. Szykujcie gardła i wątroby ;)

Komentarze (3)

13 listopada 2017

Czekamy na elimki w 2018 w Bydgoszczy, bo na polfinale klimat byl swietny! Dzieki za fotki, chlopaki, moja pierwsza bitwa na zywo, zupelnie nie zaluje! Do nastepnej!

14 listopada 2017

No bitwa byla kozacka tak sie najebalem ze nic z niej nie pamietam

14 listopada 2017

Prawie 100 km zeby zobaczyć pierwsza w życiu walkę na żywo. Nie żałuję każdego przejechanego kilometra i każdej minuty spedOnej na miejscu. Mega klimat. Za rok bede na pewno częściej :)

NEWSLETTER

Zapisz się aby dostawać na maila info o bitwach!

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Copyright © 2016 www.nazwa.pl Sklepicom - sklepy internetowe