CZYTELNIA

WBW 2017 • XV edycja

MC
WBW 2017: Kraków fristajlem zionie! 1

W tym roku po raz pierwszy od dokładnie dekady zaplanowane zostały dwa półfinały WBW 2017. Pierwszy z nich odbył się przed dwoma dniami w Krakowie i możemy z czystym sumieniem powiedzieć, iż okazał się prawdziwym strzałem w "10". Publika rozbrajała nas swoją energią od początku do końca imprezy, zawodnicy pokazali, że freestyle żyje i ma się zajebiście, a choć nie brakowało również spornych czy niepotrzebnych sytuacji, to koniec końców najważniejszy cel został osiągnięty: do Wielkiego Finału w Proximie awansowało czterech bezsprzecznie najlepszych MC's półfinału.

W sobotę od samego początku wszystko przebiegało po Bożemu...wróć raczej po freestyle'owemu;) Przed Klubem Studenckim Żaczek zebrała się spora kolejka, a w niej i wszędzie dookoła pito wódkę, nawijano i nakręcano się na nadchodzącą bitwę. W końcu wrota klubu się otworzyły, a wesoła gromada około 500 osób uderzyła do środka, by wspierać pierwszych ośmiu półfinalistów. No i się zaczęło!

Prowadzący Filipek wraz z rozstawionymi Peusem i Boberem rozpoczęli losowanie dwóch półfinałowych grup, do czego posłużyły im słynne jajka po kinder niespodziankach. Niespodzianką dla Bobera okazało się wylosowanie bardzo silnej "paki", w której skład wchodzili Oset, Spartiak i Will Spliff. Z kolei dla Peusa jajka wydały się być teoretycznie odrobinę bardziej łaskawe, gdyż nakazały mu rywalizować z Ksywą, Wudo oraz Luberem. W klubie od razu pojawiły się głosy, iż pierwsza z grup jest znacznie mocniejsza, co może wypaczyć ostateczne wyniki (przypomnijmy, że do Wielkiego Finału awansować mieli dwaj najlepsi zawodnicy obu zestawień). No cóż, muszę niestety zmartwić wiecznie niezadowolonych malkontentów, bo tym razem czterema najlepszymi zawodnikami krakowskiego półfinału zostali bez wątpienia najlepsi MC's sobotniej bitwy. 

A jak do tego doszło? Każdej z walk osobna Wam nie przypomnę, bo ze względu na przed imprezową wódkę samemu wszystkich szczegółów nie pamiętam, ale postaram się za to możliwie najuczciwiej opisać występ w starciach grupowych każdego z ośmiu półfinalistów. 

GRUPA A:

W tej grupie nie mieliśmy żadnych kontrowersji, niedomówień ani innych dziwnych wydarzeń, a dostaliśmy za to solidną dawkę zajebistego freestyle'u. Zwycięzcą grupy A został Ksywa, który bez dwóch zdań był też jej najlepszym zawodnikiem. Jego pierwsza walka z Peusem okazała się mega wyrównana i stylowa z obu stron, natomiast dwa kolejne pojedynki z Wudo i Luberem to już raczej jednostronne popisy młodego freestyle'owca z Sosnowca. Ksywa ma w technice swojej nawijki oraz sceniczności jeszcze mnóstwo do poprawy, jednak w sobotę pod względem błyskotliwości i poczucia humoru przerastał pozostałych MC niemal o głowę. Gość jest dowcipny, inteligenty i w 100% spontaniczny, a przede wszystkim jest "jakiś", niedający się wpisać w schematy i inny od pozostałych. Zamiast ubliżać, wyśmiewa, a zamiast nienawistnie drzeć ryja, kpiąca się uśmiecha. Naprawdę wielki props. 

Drugie miejsce przypadło z kolei Peusowi. I zajebiście, bo weteran ten paradoksalnie wniósł swoją osobą na tegoroczne WBW mnóstwo świeżości, dawno nie oglądanej energii oraz wyjątkowej charyzmy i delivery. Peus wcale nie był specjalnie gorszy od Ksywy, a jego wyższość nad Wudo i Luberem chyba możemy uznać za niepodważalną. Santi nie pokazał nam oczywiście nic nowego, jednak po raz kolejny udowodnił wszystkim niedowiarkom, że w celu rozpierdalania bitew wcale nie trzeba mieć niesamowitych rozkmin, pisanek ani wielkiego hype'u wśród publiki. 

A co z pozostałymi? Wudo chyba odrobinę zawiódł i to nie dlatego, że wypadł blado, ale ponieważ wszyscy wiemy, że stać go na dużo, dużo więcej. Jedna wygrana walka z Luberem to oczywiście cenny skalp, lecz nie muszę Was chyba przekonywać, że zawodnik ten ma papiery, by roznosić w pył absolutnie każdego. No ale wyszło jak wyszło, szkoda. Z kolei Luber, który według większości miał w Krakowie pełnić rolę "chłopca do bicia", choć nie wygrał ani jednej walki, chyba nikogo nie zawiódł i jak na swoje obecne możliwości zaprezentował się bardzo godnie. Wcale nie odstawał jakoś mega od pozostałych graczy, rzucił parę solidnych linijek i z podniesioną głową może przygotowywać się do kolejnej edycji WBW. 

Grupa B:

W tej grupie działo się dużo więcej, a emocje towarzyszące wyborowi jej dwóch najlepszych zawodników towarzyszyły nam aż do ostatnich chwil rywalizacji. Po trzech kolejkach walk Bober, Oset i Spartiak mieli na swoim koncie po dwa zwycięstwa i o awansie do Wielkiego Finału musiała zadecydować trzyosobowa dogrywka. No a jak to bywa w przypadku trzyosobowych dogrywek...działo się na maksa. 

Już w pierwszym wejściu pozamiatał Oset i to on bez wątpienia wypadł najlepiej spośród całej "3". Natomiast Bober i Spartiak lecieli całkiem równo, choć nie dało się nie zauważyć, iż poza podobną jakością linijek na korzyść mistrza zdecydowanie przemawiał każdy z pozostałych aspektów nawijki. Jednak jury zdecydowało się zrobić dla tych dwóch panów kolejną dogrywkę...a potem jeszcze kolejną. Trochę to nie miało sensu i nie ma się co dziwić prowadzącemu Filipkowi, iż w końcu zdecydował się zapytać o zdanie publiczności i to na bazie jej hałasu zadecydował o kwestii obsadzenia ostatniego z miejsc w Wielkim Finale. W normalnej sytuacji byłoby to dość absurdalne posunięcie, ale w wówczas zaistniałych warunkach było ono jedynym sensownym. A co najważniejsze przyniosło uczciwe rozwiązanie – na bitwę w Proximie awansował Bober, który w mojej opinii był na przestrzeni wszystkich walk od Spartiaka po prostu nieznacznie lepszy. 

Oczywiście Spartiakowi również należą się słowa uznania, jednak uważam, iż nie wypadł on w sobotę korzystniej ani od Oseta i Bobera ani też od awansujących z drugiej grupy Ksywy i Peusa. Finał z pewnością był w jego zasięgu, jednak akurat w Krakowie nie sprostał zadaniu. Z kolei ostatni w grupie Will Spliff podobnie jak Wudo mógł nas odrobinę swoją postawą rozczarować. Stać go mniej więcej na 5 razy tyle ile pokazał w Krakowie i pozostaje nam wierzyć, że w przyszłym roku na WBW uda mu się to jeszcze nie raz udowodnić. 

Na deser półfinały i finał

Po rywalizacji w grupach właściwie wszystko było już jasne: do Wielkiego Finału awansowali Ksywa, Peus, Bober i Oset, a smakiem musieli obejść się Spartiak, Wudo, Will Spliff oraz Luber. Nie przeszkodziło nam to jednak w dokończeniu bitwy, czyli rozegraniu dwóch półfinałów oraz starcia finałowego.

W pierwszej walce 1/2 zmierzyli się Peus i Oset. W regulaminowym czasie bitwy panowie lecieli pokojowo, wymieniali się co dwa wersy, a nam mogło się przypomnieć klasyczne starcie Flinta z Trzy Sześciem z Microphone Masters. Super sprawa. W dogrywce natomiast MC's znów zaczęli się battle'ować, a zwycięsko z tej bardzo wyrównanej potyczki wyszedł Oset.

Z kolei Ksywa i Bober napieprzali się od samego początku i to na naprawdę wysokim poziomie. Tym razem "uczeń przerósł mistrza", wygrywając z nim dzięki lepszej formie dnia, która objawiała się wyższą błyskotliwością i śmieszniejszymi ripostami. Bober, jak zresztą sam napisał po bitwie na swoim fanpage'u, wypadł w Krakowie (jak na swoje możliwości) dość przeciętnie. Spodziewam się, że za zarówno on, jak i Ksywa zaprezentują się na Wielkim Finale jeszcze dużo okazalej.

Krakowska bitwa zakończyła się finałem, w której zmierzyli się Oset i Ksywa. Wygrał ten pierwszy, z hukiem triumfując na pierwszym półfinale WBW 2017. Ciężko mi powiedzieć, czy Oset był bezsprzecznie najlepszym zawodnikiem bitwy, ale bez dwóch zdań w pełni zasłużył na występ w Wielkim Finale. "Stylóweczka" po raz kolejny pokazała ogromną jakość, mega power w najważniejszych momentach i flow oraz delivery, którym biła na głowę niemal wszystkich pozostałych zawodników. 

Podsumowywać bitwy już chyba nie ma za bardzo sensu, natomiast jest sens przygotowywać się na drugi półfinał, który zostanie rozegrany już 11 listopada w Bydgoszczy. Jeśli będzie choć w połowie tak grubo jak w Krakowie...to będzie zajebiście. A wszystko wskazuje na to, że drugi półfinał WBW 2017 okaże się równie udany, co pierwsza odsłona rywalizacji. Elo!

Komentarze (1)

6 listopada 2017

Oset miazga!

NEWSLETTER

Zapisz się aby dostawać na maila info o bitwach!

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Copyright © 2016 www.nazwa.pl Sklepicom - sklepy internetowe