CZYTELNIA

WBW 2017 • XV edycja
2017-12-02 - Warszawa # WBW2017 Beatbox Battle
2017-12-02 - Warszawa # WBW2017 Beatbox Battle
30,00 zł 20,00 zł
szt.
2017-10-20, Częstochowa # WBW2017 Freestyle Battle
2017-10-20, Częstochowa # WBW2017 Freestyle Battle
30,00 zł 25,00 zł
szt.
2017-11-04, Kraków # WBW2017 Finał Południe
2017-11-04, Kraków # WBW2017 Finał Południe
30,00 zł 25,00 zł
szt.
2017-11-11, Bydgoszcz # WBW2017 Finał Północ
2017-11-11, Bydgoszcz # WBW2017 Finał Północ
30,00 zł 25,00 zł
szt.

MC
WBW 2017: Obsada silna jak nigdy, mistrz mocny jak zawsze 1

Wrocław to fajne miasto. Szczególnie jeśli w klubie wszystko chodzi po piątaku, a w dodatku mamy w nim kozacką bitwę. Dziewiąte eliminacje WBW 2017 od samego początku zapowiadały się świetnie – wszystko wskazywało na to, że lokal będzie pełen, a obsada uczestników wyjątkowo silna. I co tu dużo gadać... nie zawiedliśmy się na żadnym polu.

Na starcie eliminacji mieliśmy ksywy takie jak m.in. Bober, Pueblos, Milu, Spartiak, Ksywa, Will Spliff, Wudo, Q-key czy Buczi. Z pewnością były to jedne z najmocniej obsadzonych tegorocznych bitew z ramienia WBW. Głodnych triumfu mieliśmy masę zawodników, jednak i tym razem żaden z nich nie mógł nawet pomarzyć o nawiązaniu równej walki z aktualnym mistrzem. Ale po kolei...

Miłe zaskoczenia w 1/8

Jednym z nich był z pewnością naprawdę fajny występ Skopka. Gość, który nawija już ładnych parę lat, a o którego istnieniu osobiście wcześniej nie słyszałem, pokazał nam we Wrocku, że freestyle to nie tylko YouTube i znane ksywy, ale przede wszystkim charyzma, kwestia chwili i mocne linijki. Jego wygrana nad Toszkiem nie była może jakoś niesamowicie spektakularna, ale styl i luz z jakim została osiągnięta zasługują na spore uznanie.

Kolejna sprawa to powrót na freestyle'ową scenę po rocznej absencji wrocławskiego wolnostylowca Era. Pierwsza walka po przerwie i od razu nie byle jaki oponent na przeciw, a mianowicie Ksywa. Diabeł nie okazał się jednak tak straszny jak go malują, a Er, jak gdyby nigdy nic, rzucając kozackie pociski i odznaczając się nieprzecientą charyzmą pewnie awansował do ćwierćfinału. 

Ostatnie z miłych zaskoczeń to pojawienie się na WBW Prestona całkiem stylowego i nieźle rapującego MC, który w pierwszej walce – nie bez kontrowersji – uporał się z faworyzowanym Buczim. Po dwóch regulaminowych wejściach publika opowiedziała się po stronie zawodnika z Katowic, który i mi wydawał się wówczas nieznacznie lepszy, jednak jury zarządziło dogrywkę, a w niej Preston wypadł naprawdę kozacko i rzutem na taśmę załapał się do następnej rundy.

Oprócz niespodzianek na uwagę zasługują również świetne wjazdy Bobera w walce ze Spartiakiem, które to już na początku imprezy pokazały nam, kto w klubie rymował w sobotę zdecydowanie najlepiej. Swoje walki pewnie wygrali też PueblosMiluWill Spliff oraz Wudo, jednak ich pojedynki to raczej starcia bez większej historii.

Faworyci biorą rewanż w ćwierćfinale

Póki co Boberowi zdecydowanie nie szło w rywalizacji z Wudo. Pamiętacie pewnie porażkę mistrza na el. WBW w Tychach, a przecież także w piątek w Jastrzębiu oraz przed rokiem na Bitwie o Tychy to Wudo okazywał się w konfrontacji tych dwóch panów odrobinę mocniejszy. Do czasu. W sobotę we Wrocławiu Bober wziął srogi rewanż, a jego triumf w ćwierćfinałowym starciu z raperem z Radlina był niepodważalny, a w dodatku osiągnięty po bardzo konkretnych i stylowych wjazdach.

Swój prywatny rewanż wziął także Milu. Mało kto spodziewał się, że Pueblos zdoła pokonać najlepszego wrocławskiego freestyle'owca na Pitosie, a ten zrobił to ze stylem i pozornie dziecięcą łatwością. We Wrocławiu było już jednak nieco inaczej. Puebli starał się jak mógł, widać było, że cholernie zależy mu na triumfie, lecz tym razem zupełnie wyluzowany Milu okazał się odrobinę lepszy.

W pozostałych walkach 1/4 Er pewnie uporał się ze Skopkiem, a Will Spliff po dogrywce pokonał Prestona. Walki bez większej historii, choć już wtedy było widać i słychać, że Willi znajduje się w naprawdę kozackiej dyspozycji i może jeszcze we Wrocławiu mocno namieszać. 

Sensacja po walce wieczoru

Czyli półfinałowy triumf Willa Spliffa nad Milem. Bitwa była naprawdę przekozacka, pewna soczystych punchline'ów, ciętych ripost i mega zacięta do samego końca. Bez dwóch zdań było to jedno z najlepszych starć tegorocznego WBW. Muszę się przyznać, że Will dotychczas jakoś nigdy specjalnie mi imponował – wiadomo, że czołówka, wiadomo, że mocne pociski, ale brakowało mi w jego freestyle'u spontaniczności, oderwania od schematów i rzucania potężnych ripost. Natomiast w walce z Milem wszystko było na miejscu – Will okazał się minimalnie lepszy zarówno pod względem mocno przekminionych linijek, jak i szybkich odpowiedzi, scenicznej agresji i charyzmy. Było widać, że jemu zwyczajnie dużo mocniej zależy i choć jego triumf był minimalny, to w pełni zasłużony i osiągnięty w naprawdę spektakularnych okolicznościach.

Drugi półfinał to... deklasacja. Bober okazał się mniej więcej z 10-razy zbyt mocny dla wracającego po rocznej przerwie Era i choć ten drugi na przestrzeni całej bitwy wypadł naprawdę bardzo spoko, to jednak w starciu ze znajdującym się w wyjątkowo wysokiej formie aktualnym posiadaczem pasa nie miał zupełnie nic do powiedzenia. 

Nie ma mocnych na mistrza

Bober był w sobotę absolutnie nie do zatrzymania i jestem przekonany, że jakkolwiek nie ułożyłaby mu się drabinka, to i tak triumfował by na wrocławskich elimkach. Finał z Willem Spliffem to już raczej czysta formalność – kolejne stylowe wejścia na newschoolach, soczyste, spontaniczne punchline'y i niepodważalny triumf. Na przestrzeni całej bitwy mistrz WBW po raz kolejny udowodnił, że nie mając żadnych pisanek można rozpierdalać każdego, a dodatkowo pokazał też, że rapowanie na nowocześniejszych podkładach, techniczne sklejanie wersów z każdą imprezą idzie mu coraz lepiej i także w tych domenach zalicza się obecnie do absolutnej czołówki polskiego free. A populizmy? Zaczynam mieć wrażenie, że rywale Bobera, którzy mu je wypominają, zazwyczaj rzucają ich w danych walkach znacznie więcej niż on sam...

Forma mistrza cieszy, cieszą małe acz miłe niespodzianki, a także pierwszy występ z prawdziwego zdarzenia na WBW Willa Spliffa. Milu wpadł na bitwę raczej na pełnym luzie, mając już zapewniony awans do półfinału, Pueblos nie miał swojego dnia, a Spartiak i Wudo...zbyt wcześnie trafili na Bobera.

To by chyba było na tyle. A nie... mieliśmy jeszcze przezajebisty jam z udziałem Pejtera i Filipka, jednak nie będę Wam nic na ten temat zdradzał. Sami zobaczycie na WBWtv ;)

W każdym razie za dwa tygodnie lecimy do Gdańska, a tam, jak doskonale wiemy, potrafią się dziać wyjątkowe rzeczy. No to co, zaczynamy odliczać dni i widzimy się 30 września w Klubie Medyk. Elo!

Komentarze (1)

18 września 2017

Wy wstawiajcie szybciej

POLECAMY
2017-11-11, Bydgoszcz # WBW2017 Finał Północ
2017-11-11, Bydgoszcz # WBW2017 Finał Północ
30,00 zł 25,00 zł
szt.
2017-11-04, Kraków # WBW2017 Finał Południe
2017-11-04, Kraków # WBW2017 Finał Południe
30,00 zł 25,00 zł
szt.
2017-10-20, Częstochowa # WBW2017 Freestyle Battle
2017-10-20, Częstochowa # WBW2017 Freestyle Battle
30,00 zł 25,00 zł
szt.
NEWSLETTER

Zapisz się aby dostawać na maila info o bitwach!

do góry
Pokaż pełną wersję strony
Copyright © 2016 www.nazwa.pl Sklepicom - sklepy internetowe