CZYTELNIA

WBW 2017 • XV edycja
2017-09-30, Gdańsk # WBW2017 Freestyle Battle
2017-09-30, Gdańsk # WBW2017 Freestyle Battle
30,00 zł 25,00 zł
szt.
2017-10-07, Białystok # WBW2017 Freestyle Battle
2017-10-07, Białystok # WBW2017 Freestyle Battle
30,00 zł 20,00 zł
szt.
2017-10-20, Częstochowa # WBW2017 Freestyle Battle
2017-10-20, Częstochowa # WBW2017 Freestyle Battle
30,00 zł 20,00 zł
szt.
2017-11-04, Kraków # WBW2017 Finał Południe
2017-11-04, Kraków # WBW2017 Finał Południe
30,00 zł 20,00 zł
szt.
2017-11-11, Bydgoszcz # WBW2017 Finał Północ
2017-11-11, Bydgoszcz # WBW2017 Finał Północ
30,00 zł 20,00 zł
szt.

MC

WBW 2017 Kraków: Sporo niespodzianek i triumf faworyta 0

Po świetnej inauguracji WBW 2017 w Poznaniu zawitaliśmy do Krakowa, by rozegrać drugie w tym roku eliminacje. Apetyty były ogromne – nie dość, iż pierwsza impreza przerosła nasze oczekiwania, to jeszcze do stolicy Małopolski zawitała cała plejada najlepszych polskich freestyle’owców. Jedni z nich odrobinę zawiedli, inni zgarnęli najwyższe laury, a wszystko to przebiegało w iście freestyle’owej, bardzo luźnej atmosferze.

Preelimki jak zwykle się dłużyły, lecz już na nich mieliśmy okazję zobaczyć parę nieprzeciętnych wjazdów. Atmosferę dodatkowo podgrzał bardzo solidny baraż pomiędzy Białym i Willem Spliffem, a na pierwsze bitwy fazy pucharowej mogliśmy oczekiwać ze sporym napięciem. Niestety, jak to czasem bywa, główna część krakowskiej rywalizacji nie powaliła nas na kolana, a w porównaniu z imprezą w Poznaniu możemy wręcz rzec, iż momentami poziom walk był przeciętny, a co za tym idzie emocje nie sięgały zenitu. Dlatego też tym razem – zamiast opisywać Wam wszystkie walki z osobna – zdecydowałem się przede wszystkim skupić na pozytywach i zawrzeć w tekście jedynie parę – moim zdaniem – najważniejszych refleksji na temat krakowskich eliminacji.

Bober i Oset wrócą mocniejsi

Pierwszy to mistrz WBW 2016, drugi to triumfator aż pięciu tegorocznych bitew, który przed imprezą w Krakowie nie zaznał jeszcze od początku stycznia smaku porażki. Obaj wydawali się jednymi z największych faworytów drugich elimek WBW 2017, a ich wjazdy w preeliminacjach jedynie utwierdziły nas w przekonaniu, iż tych zawodników stać na cholernie dużo. A co było potem? Cóż, spory niedosyt…

Bober zmierzył się w premierowej walce sobotniej bitwy ze swoim ziomkiem z Bielska, Buczim. Starcie to było z pewnością jednym z najlepszych, jakie dane nam było w Krakowie oglądać, co nie zmienia jednak faktu, iż mistrz WBW 2016 wypadł w nim znacznie poniżej oczekiwań. Oset z kolei nie miał szczęścia w losowaniu i już w 1/8 finału trafił na bardzo mocnego punchlino’wo Rybę. W pierwszym wejściu pokazał co prawda z czego słynie „łódzka stylóweczka”, lecz na przestrzeni całego pojedynku zasłużenie uległ zeszłorocznemu półfinaliście

Ale czy stało się coś specjalnie tragicznego? Wątpię, w zeszłym roku Bober również na pierwszych elimkach nie wygrał nawet walki, a jak było potem wszyscy doskonale pamiętamy. Obaj panowie zapowiadają chęć dalszych startów i odkucia się na kolejnych imprezach, a ja będę naprawdę więcej niż zdziwiony, jeśli nie uda im się w tym roku awansować do najlepszej 16. Kraków możemy uznać za wypadek przy pracy, który przy sporej liczbie tegorocznych eliminacji nie jest ani specjalnie bolesny ani nie wróży tragicznie na przyszłość.

Śląsk freestyle'em stoi mocno

Na sobotnich elimkach walka o 3 pozycję rozegrała się pomiędzy dwoma reprezentantami Śląska, bardzo doświadczonym Peusem i stawiającym dopiero pierwsze bitewne kroki, Ksywą. Obaj panowie prezentowali się naprawdę solidnie na przestrzeni całej imprezy, a ich ostatnie, bratobójcze starcie było jednym z niewielu na bitwie, które naprawdę wywołało mnóstwo emocji.

Zdobywca czwartego miejsca, Peus po średniej w swoim wykonaniu inauguracji WBW 2017 w Poznaniu tym razem zdecydowanie wypadł na miarę oczekiwań. We dwóch wygranych walkach z Harym i Buczim pokazał naprawdę sporo powera, a porażki z Milem oraz Ksywą zdecydowanie nie zmazały dobrego wrażenia, jakie weteran zdołał po sobie pozostawić. Jednak ja wciąż liczę na więcej – Peus z formą chociażby z Bitwy o Bielsko czy o Hajs mógłby być wręcz jednym z głównych faworytów WBW 2017.

Z kolei z Ksywę to już zupełnie inna bajka. Od razu nasuwa nam się tu porównanie do zachwycającego w Poznaniu Trampa, a ja muszę z pełnym przekonaniem przyznać, iż reprezentant Sosnowca zdaje mi się być zdecydowanie bardziej okiełznanym freestyle’owcem, a jego wejścia – przynajmniej w Krakowie – zawierały znacznie więcej wartościowych linijek. Jednak, o ile Tramp bez dwóch zdań ma w sobie swego rodzaju freestyle’owy sznyt, o tyle Ksywa musi jeszcze sporo popracować nad swoją charyzmą i scenicznością. Póki co ze względu na jego wiek i aparycję publika nie widziała w tym problemu, lecz mnie osobiście – pomimo naprawdę solidnych, a momentami nawet kapitalnych wejść – średnia ekspresja i delivery mocno rzucały się w oczy. Bywa, myślę jednak, że oglądając walki Ksywy z Murzynem i Peusem, będziecie naprawdę pod sporym wrażeniem.

WLW nie składa broni

Tym razem do fazy pucharowej bitwy zdołało awansować aż pięciu reprezentantów warszawskiej ligi. Niestety pech chciał, iż już w 1/8 finału doszło do dwóch bratobójczych pojedynków i tylko Toczek, Murzyn oraz Ryba zdołali awansować do dalszej fazy rywalizacji.

Występy dwóch ostatnich zakończyły się na ćwierćfinale, a Toczek podobnie – jak w Poznaniu – poległ dopiero w finałowym starciu. Myślę jednak, iż również Murzynowi i Rybie należą się spore słowa uznania. Pierwszy z nich niestety po raz kolejny nie sprostał czarnemu koniowi bitwy, którym tym razem okazał się być Ksywa. Murzyn walczył stylowo i dzielnie, lecz, gdy drugi raz rzędu przyszło mu zmierzyć się w dogrywce bez bitu, to po prostu zabrakło punchline’owych argumentów. Rybie z kolei zabrakło chyba przede wszystkim trzeźwości, a regres pomiędzy świetnym w jego wykonaniu starciem z Osetem, a ćwierćfinałową porażką (z notabene równie pijanym) Milem był trudny do niezauważenia.

Toczek z kolei po raz kolejny może być z siebie więcej niż zadowolony, choć szczerze powiedziawszy chyba i on wypadł w Krakowie sporo gorzej niż przed tygodnie w Poznaniu. Nie zmienia to jednak faktu, iż reprezentant Gdyni stale trzyma solidny poziom, a jego awans do listopadowych półfinałowych zdaje się być na tę chwilę więcej niż prawdopodobny. A do nich zostało jeszcze przecież mnóstwo czasu i można przypuszczać, iż także Toko zdoła jeszcze powrócić do formy, jaką zachwycał nas chociażby podczas zeszłorocznych elimimacji w Warszawie.

Nie ma mocnych na Mila

Reprezentant Wrocławia był w Krakowie absolutnie bezkonkurencyjny. W każdej z walk zdecydowanie udowodnił swoją wyższość rywalom, a chwilami wydawało się, iż robi to wręcz na totalnym luzie i „wyjebce”. Być może jego zaskakująco pewny triumf wynikał po części z faktu, iż nie dane mu było zmierzyć się w sobotę z najsilniejszymi na papierze, Osetem oraz Boberem, ale jeśli kogoś nie przekonują w 100% zasłużone i wyraźne zwycięstwa nad Rybą, Toczkiem i Peusem (trzema minionymi finalistami WBW), to chyba fenomenu Mila nie uda mi się mu wyjaśnić.

Reprezentant Wrocławia był już o krok od triumfu przed tygodniem w Poznaniu, a podejrzewam, że gdyby wówczas na bitwę nie wpadł kapitalnie dysponowany Kaz, to i inauguracja WBW 2017 padłaby łupem zeszłorocznego półfinalisty. O tym, że Milu wypracował sobie fajną stylówkę i że potrafi składać niebanalne, techniczne rymy pisałem już chyba milion razy, więc nie ma co drążyć tego tematu. Wrocławianin robi co do niego należy, a z dorobkiem 45 ligowych punktów zdaje się być już niemal pewny awansu do najlepszej szesnastki.

Sytuacja w tabeli, rzut okiem w przyszłość

Jak pewnie doskonale wiecie, nowym liderem eliminacyjnej tabeli został po bitwie w Krakowie Milu, który zgromadził wspomniane już 45 pkt. Tuż za nim plasuje się w niej Toczek z dorobkiem 40 oczek, a trzecie miejsce przypada nieobecnemu w sobotę Kazowi (30 pkt.) Dalej w tabeli widnieją Ksywa i Peus, lecz możemy rzec, iż na razie chyba jedynie trzej wyżej wymieni panowie mogą spać spokojnie oraz liczyć na to, że awans do półfinału okaże się dla nich formalnością.

Kolejna okazja, by zdobyć punkty już 8 kwietnia w Zielonej Górze, a przed wakacjami zaplanowane są jeszcze cztery inne eventy z ramienia WBW 2017. Planujemy zawitać do Łodzi, Olsztyna, Rzeszowa oraz Warszawy, gdzie odbędą się ostatnie z wiosennych eliminacji. Prawdopodobnie dopiero wówczas będziemy wiedzieli więcej na temat układu ligowej tabeli oraz potencjalnej listy uczestników listopadowych półfinałów.

No to co, widzimy się z Zielonej Górze:) 5!

Komentarze (0)

NEWSLETTER

Zapisz się aby dostawać na maila info o bitwach!

do góry
Pokaż pełną wersję strony
Copyright © 2016 www.nazwa.pl Sklepicom - sklepy internetowe