CZYTELNIA

MC

WBW 2017 Poznań: Dużo więcej niż godna inauguracja! 5

Zaczęło się! W minioną sobotę w studenckim klubie Trops w Poznaniu odbyły się premierowe elimki WBW 2017. Świecący się sufit, pod nim kolorowe balony rodem z balu gimnazjalnego, a na scenie kilkunastu MC’s wulgarnie rywalizujących na hip–hopowe rymy. Niewypał? A gdzie tam! Za nami jedna z najlepszych inauguracji w historii WBW!

Już same preelimki stały na stosunkowo wysokim poziomie, a zagrzewający zawodników do boju Filipek od początku imprezy wprowadzał w klubie zajebisty klimat. Wszystko szło sprawnie i wesoło, a już chwilę po zakończeniu wstępnych eliminacji mogło dojść do trzy–osobowego barażu. Na scenie stanęli na przeciw siebie Spartiak, Milan i Eselwu, a ich wejścia dobitnie udowodniły nam, że przy doborze zawodników do najlepszej 16 zasiadający w jury, Pejter i Cube naprawdę mieli z kogo wybierać. Wkurwiony Spartiak zdecydowanie zdominował baraż, lecz także Milan może być ze swojego występu bardzo zadowolony. Cóż, nam pozostaje żałować, że nie wypadł on lepiej w preelimkach i nie awansował bezpośrednio do fazy pucharowej...

W jednej 1/8 nie ma miejsca dla słabych!

Premierowa runda bitew obfitowała w naprawdę mnóstwo emocji, kozackich starć i pojedynczych "killerów". Nie będę opisywał Wam każdej walki z osobna, lecz wypada mi napomknąć o tych, którzy pomimo zakończenia imprezy na etapie 1/8 finału, wypadli znacznie lepiej niż może Wam się wydawać. Na wyrazy uznania z pewnością zasługuje Bambo, który zaskakująco twardo postawił się Kazowi i dzięki solidnym punchline’om w drugim wejściu, według publiki mógł liczyć nawet i na dogrywkę. Zdecydowanie nie zawiódł także i Murzyn, który choć uległ po dwóch dogrywkach Trampowi, to z pewnością ma świadomość, że ta stojąca na wysokim poziomie walka spokojnie mogła pójść w obie strony, a po pierwszej z dogrywek to właśnie reprezentant WLW zdawał się być bliższy triumfu. Z bardzo dobrej strony pokazał się również rywalizujący z Q-keyem Kapsel, który choć poległ w pełni zasłużenie, to wraz ze swoim rywalem stworzył na scenie mega widowisko. Co bardzo cieszy, właściwie każdy z poległych uczestników 1/8 finału pokazał się z zupełnie przyzwoitej strony, a jedynym rozczarowaniem może być dla nas mocno przeciętny występ finalisty sprzed roku, Spartiaka. Zawodnik z Wrocławia po kozackim wjeździe w barażu nieco opadł z sił i w rywalizacji ze świetnie dysponowanym Toczkiem niestety nie miał za wiele do powiedzenia. Trudno, pozostaje nam liczyć, że i on szybko odkuje się na kolejnych elimkach.

Stylówa, wkurwienie i dwa starcia faworytów

Ćwierćfinały zaczęły się od pojedynku na szczycie: Kaz vs Peus. Zapowiadało się mega grubo, lecz wyszło niestety zupełnie bez szału. Kaz triumfował zasłużenie, a wracający na scenę WBW po sześciu latach Peus powinien chyba czuć spory niedosyt. Jego występ na elimkach w Poznaniu był dla mnie zdecydowanie największym rozczarowaniem imprezy – i to nie dlatego, że reprezentant Katowic wypadł jakoś szczególnie blado, ale ponieważ dobrze wiemy, że ten gość ma mocne papiery na to, by rozjebać każdą bitwę w kraju. Osobiście jestem wielkim fanem jego freestyle’u i mam nadzieję, że już za tydzień w Krakowie Peus pokaże znacznie lepszą dyspozycje, bo co jak co, ale półfinału WBW 2017 nie chcę i nie potrafię sobie bez niego wyobrazić.

Chwilę po pojedynku na szczycie obejrzeliśmy na scenie prawdziwą kanonadę punchy i flow w wykonaniu Mila. Gdy MC z Wrocławia szalał na drugim, newschool’owym podkładzie, pokazując przy tym stylówę z kosmosu, aż ciężko mi było uwierzyć, że jeszcze nie tak dawno był on zaliczany do klasycznych punchline’owców. Niestety jego ćwierćfinałowy rywal Osb zupełnie nie poradził sobie z łamanym instrumentalem, a prowadzący imprezę Filipek mógł z czystym sumieniem skomentować jego występ słowami: „Wiesz, co czułem w Toruniu, mordo”. Należy jednak zaznaczyć, iż w swoim pierwszym pojedynku bitwy z Filozofem Osb pokazał się naprawdę z zajebistej strony, rzucając masę solidnych linijek i jeśli zawodnik z Ostródy zamieni wreszcie kozackie przebłyski w regularność, bardzo możliwe, iż w tym roku ugra wreszcie na WBW coś więcej niż ledwie parę wygranych starć.

Kolejny ćwierćfinał to pojedynek znanego i lubianego Q-keya z rewelacją poznańskiej bitwy 16-letnim reprezentantem Konina, Trampem. Q-key – podobnie jak Osb – mega pozytywnie zaskoczył w swojej pierwszej walce, udowadniając, iż dziś ma nam do zaserwowania już nie tylko kozacką stylówę i vibe, ale też bardzo błyskotliwe, spontaniczne punchline’y. Serio, ani trochę nie przesadzam i jestem pewien, że po obejrzeniu jego walki z Kapslem podobnie jak ja zamarzycie, by udało mu się awansować w tym roku do najlepszej szesnastki. Jednak Tramp okazał się już przeszkodą nie do przeskoczenia. Freestyle’owiec z Konina podbił serca publiki już podczas premierowego starcia z Murzynem, a w czasie pojedynku z Q-keyem jedynie spotęgował panujący na niego w klubie hype. Mnie z tego starcia zapadło w pamięć w szczególności rozpoczęcie przez Trampa jednego z wejść słowami: „Jeszcze jeden wers o matce cwelu i ci wyjebie na pizdę” (coś w ten deseń). I nie, nie chodzi mi o żadne niepisane zasady czy walkę o respekt (zresztą Q-key chwilę potem przeprosił za wspomniane linijki), a jedynie o przekozacki freestyle’owy sznyt oraz wkurwienie, które przecież także są w dużej mierze jedynie elementem sztuki. W tym wypadku sprawiły one, że jurorzy porwali się na nogi z kanapy, a ja łapałem się za głową, widząc, ile charyzmy i pewności siebie ma w sobie ten małolat.

Na koniec ćwierćfinałów spotkali się z kolei dwaj finaliści WBW 2016, Yowee i Toczek. Przyznam szczerze, że nie za dobrze pamiętam ich starcie, lecz z pewnością stało ono na stosunkowo wysokim poziomie, a przewaga reprezentanta WLW była dość nieznaczna. Bez dwóch zdań Yowee mógł z Poznania zawinąć swoim statkiem do domu z podniesioną głową, bo zarówno w premierowej rywalizacji z Willem Spliffem, jak i w pojedynku z Toczkiem pokazał, że także w tym roku ma uzasadnione ambicje, by bić się o awans do najlepszej ósemki WBW.

Przedwczesny finał

No to co, przechodzimy do półfinałów. A w nich…walka wieczoru. Kaz i Milu byli według mnie zdecydowanie najlepszymi zawodnikami poznańskiej imprezy i pech chciał, że musieli się zmierzyć już na etapie 1/2 finału. W starciu będącym rewanżem za zeszłorocznym pólfinał w Proximie (notabene również wygrany przez Kaza) szala zwycięzca wędrowała w zawrotnym tempie ze strony na stronę, a my do końca nie mogliśmy być pewni, kto wyjdzie z tego pojedynku zwycięsko. Ostatecznie po bardzo grubej dawce zajebistego freestyle’u, niezliczonej ilości kozackich linijek i dwóch dogrywkach w pełni zasłużenie do finału poznańskiej bitwy awansował reprezentant Działdowa. Jego triumf może nam się wydać jeszcze bardziej imponujący, jeśli wspomnimy o tym, iż został osiągnięty po dogrywce bez bitu, która powinna raczej faworyzować jego rywala z Wrocławia. Cóż, nie tym razem.

Z kolei drugi bój o awans do finału stał już na zdecydowanie niższym poziomie, lecz i on skończył się dwiema dogrywkami. W mojej opinii w pojedynku Toczka z Trampem od początku do końca walki nieznacznie górował reprezentant WLW, lecz ze względu na wsparcie publiki, jakim cieszył się jego rywal, jurorom niełatwo było od razu wskazać na jego triumf. Gdy po pierwszej z dogrywek, któryś ze stojących z boku sceny freestyle’owców zwrócił uwagę sędziującemu Pejterowi, że Tramp wypada przy Toczku blado, a publika robi mu hałas tylko dlatego, że jest młody, były wicemistrz WBW szybko odpowiedział mu, trafiając w absolutne sedno sprawy. „Ty, to weź sobie wyobraź, że mając 16 lat wpadasz do obcego miasta i jesteś tak zajebisty, że potrafisz porwać całą publikę” – kurde, to jednak naprawdę coś. Mnie osobiście większość wersów Trampa jakoś specjalnie nie jarała, ale z kilometra można było u niego wyczuć zajebisty dryg do freestyle’u, charyzmę i silną osobowość. Zawodnik z Konina potrafił niczym 3-6 złapać bitewny wkurw i po absolutnie bezbarwnym wejściu, zaliczyć kolejne, które zwaliło nas wszystkich z nóg. To już nie tylko gierki słowne i populizmy – mamy silne podstawy, by liczyć na to, że na naszych oczach narodzi się kolejny tuz bitewnej sceny, który punchline’owy freestyle ma po prostu w genach. Dobra, ale dość już tych pochwał – nie ma co zapeszać ;)

Bezbłędny Kaz, imponujący Toczek

W tym roku po raz pierwszy od lat przed finałem imprezy eliminacyjnej odbyła się jeszcze walka o 3 miejsce (rozgrywa się ją ze względu na system ligowy elimek). No właśnie, odbyła się i w sumie to by było na tyle. Wygrał zdecydowanie lepszy Milu, a Tramp – choć wypadł zupełnie bezbarwnie – z pewnością nie zmazał zajebistego wrażenia, jakie zostawił po sobie szczególnie w dwóch pierwszych pojedynkach bitwy.

No dobra, dotarliśmy wreszcie do finału. Jego zdecydowanym faworytem zdawał się być absolutnie bezbłędny na poznańskiej bitwie Kaz. Już w pierwszym wejściu zawodnik Działdowa pokazał się ze znacznie lepszej strony niż rywalizujący z nim Toczek, lecz im dalej w las tym było odrobinę ciężej. I tu należą się naprawdę ogromne wyrazy uznania dla reprezentanta WLW. Osobiście odnosiłem momentami wrażenie, iż zarówno w pojedynku z Trampem, jak i Kazem Toczek miał całą publikę przeciwko sobie, a mimo to w drugiej części finałowego starcia zdołał wznieść swoją nawijkę na zajebisty poziom i sprawić, że spora część widowni domagała się po pojedynku dogrywki. Rzecz jasna o niej nie mogło być mowy, a kapitalny Kaz musiał zejść ze sceny ze zwycięstwem w garści, lecz swoisty „comeback” w wykonaniu Toczka w tym starciu był dla mnie naprawdę więcej niż imponujący.

W pigułce…

Co zapamiętamy szczególnie po poznańskich elimkach? Po pierwsze zajebiście żywiołową publikę, która dodawała rywalizującym MC’s mnóstwo animuszu. Po drugie kozacko prowadzącego imprezę Filipka, który wprowadzał zajebisty klimat, rzucając punchline’owe wstawki i samemu wymyślając oryginalne tematy. Po trzecie stylówę Mila na newschoolu z ćwierćfinału. Po czwarte sensacyjnie zajebisty występ 16-letniego Trampa. No i na koniec rzecz jasna kompletnego aż do bólu Kaza i jego w 200% zasłużony triumf na bitwie.

O tym ostatnim napisałem dotychczas bardzo mało, ale to głównie dlatego, że zwyczajnie…brak mi słów. Nie pamiętam, czy był to pojedynek z Toczkiem cz też z Milem, ale w jednej z tych walk Kaz zajebał wejście, które od początku do końca było absolutnie perfekcyjnie. Serio, gdy skończył nawijać, szczena mi opadła i pomyślałem sobie tylko: „kurwa, siedząc z długopisem i kartką w ręku, nic bym w tym wjeździe nie zmienił na lepsze”. Zero przerywników, idealne flow i niesamowite natężenie punchilene’ów – tak potrafią tylko najwięksi!

No, to to by było chyba na tyle. Musimy jedynie pamiętać, iż ze względu na obowiązujący system ligowy Kaz zgromadził swoje pierwsze 30 pkt. do ligowej tabeli, drugi Toczek zgarnął ich 20, trzeci Milu 15, a czwarty Tramp 10. Ale tym będziemy zajmować się i martwić dopiero po paru elimkach, bo teraz nie ma to zupełnie sensu.

Jest za to sens wbijać w najbliższą sobotę do Krakowa na drugą imprezę z ramienia WBW 2017! Bardzo możliwe, że na bitwie pojawi się bezkonkurencyjny w tym roku na battle’ach Oset, a swój udział na kolejnych elimkach już w Poznaniu deklarowali także Toczek czy Peus. Chyba nie muszę nikogo dłużej namawiać, że warto wpaść :)

No to co, widzimy się w sobotę. 5!

Komentarze (5)

20 marca 2017

Kiedy na youtubie? :)

20 marca 2017

Ciekawe, że tak zwórcono uwagę Pejterowi, że po 2 dogrywce to i tak on pokazywał remis a ktoś inny wygraną Toczka i zapomnieliście napisać jak to publiczność odebrała...jakie słowa padły

20 marca 2017

Sedzia ch*j

20 marca 2017

Na finale też krzyczane było sędzia chuj i co z tego jury wybiera nie publika

21 marca 2017

Uznałem, że bez sensu wspominać o sędziach chujach, skoro żadnymi chujami nie byli:) Z Pejterem była trochę dziwniejsza akcja, ale też chyba już bez sensu to roztrząsać. Po prostu wyszedłem z założenia, że moim zdaniem wszystkie werdykty były bardzo sprawiedliwe.

POLECAMY

NEWSLETTER

Zapisz się aby dostawać na maila info o bitwach!

do góry
Pokaż pełną wersję strony
Copyright © 2016 www.nazwa.pl Sklepicom - sklepy internetowe