WBW 2018: Krakowski teatr jednego aktora! 1

W minioną sobotę, w Studenckim Klubie Żaczek w Krakowie odbyły się drugie eliminacje WBW 2018. Podobnie jak przed tygodniem w Poznaniu klub przywitał nas wystrojem rodem z balu gimnazjalnego i dokładnie tak samo jak w stolicy Wielkopolski przybyła do niego liczna, zajebiście żywiołowo reagująca publika. Jedyną różnicą był fakt, iż walki stały chyba na odrobinę wyższym poziomie, a na bitwie nie triumfował jeden z najbardziej utytułowanych zawodników w kraju, Szyderca, a dopiero dobijający się – za to w wielkim stylu – do bram wielkiego finału WBW, Will Spliff.

W Krakowie wszystko zaczęło się jednak od całkiem zabawnych i stojących na niezłym poziomie pre-eliminacji, a następnie od pierwszej rundy starć fazy pucharowej. Już w niej dwaj przyszli finaliści bitwy pokazali, kto był tego dnia w Krakowie zdecydowanie najsilniejszy. Będący największym objawieniem imprezy Grysiu, z ogromną charyzmą i impetem, niespodziewanie rozprawił się z Q-keyem, a Will Spliff bez większych problemów poradził sobie z debiutującym na WBW Prezesurą. Śmieszną anegdotą dotyczącą drugiej z walk jest fakt, iż w jej trakcie zawodnicy nie ograniczali się jedynie do werbalnych ubliżeń, lecz również nieśmiało zaczęli się szturchać, a na komentarz prowadzącego Edzia, iż bitwa freestyle’owa nie na tym powinna polegać, jeden z nich odrzekł znanym każdej osobie posiadającej rodzeństwo frazesem „ale to on zaczął”.

W temacie zaczynania – bitwę w Krakowie bardzo solidnie rozpoczęli również Oset i Peus. Starzy wyjadacze cechujący się kozackimi stylówkami uporali się odpowiednio ze Stasiem i Buczim. Warto również nadmienić, iż ten ostatni zaprezentował się w swej jedynej walce co najmniej godnie i wielka szkoda, że już na etapie 1/8 musiał mierzyć się z takim kozakiem jak Peus. Z kolei najlepszym starciem pierwszej rundy był chyba pojedynek Wudo ze zdobywcą trzeciego miejsca w Krakowie - Bilem. Walka rozkręciła się szczególnie podczas dogrywki, a w niej po pierwszym bardzo solidnym wejściu Bila, Wudo odpowiedział dwoma jeszcze mocniejszymi wjazdami. Ostatnim ze starć 1/8, o którym warto napomknąć, był pojedynek Czterego z Pukusiem. Ten pierwszy rzucił całkiem zabawny panczlajn, iż Pukuś wygląda jak Białas dziesięć lat przed Polonem i pewnie awansował do ćwierćfinału.

Ćwierćfinały:

  • Oset vs Luber
  • Grysiu vs Cztery
  • Will Spliff vs Wudo
  • Peus vs Koro

W fazie 1/4 finału bez wątpienia najlepszymi starciami były pojedynki Oseta z Luberem oraz Willa Spliffa z Wudo. Pierwsza walka zakończyła się po dogrywce, w której to stylóweczka z Łodzi wreszcie pokazała pazur. Luber natomiast na przestrzeni dwóch starć, w których pokazał się w Krakowie, wypadł całkiem solidnie, potwierdzając, że także w tym roku ma papiery na to, by walczyć o występ w półfinale WBW. Z kolei na przebieg walki Willa z Wudo duży wpływ miał wybrany przez Dj'a Avensa podkład. Wydawać, by się mogło, iż żaden z panów nie jest w stanie zabłysnąć na newschoolu, a jednak Will Spliff zapodał na nim jedno z najlepszych wejść sobotniego wieczoru i za pomocą ostrych jak brzytwa panczlajnów bez problemu rozprawił się z niepróbującym nawet trafiać w bit Wudem (przy tym wciąż groźnym i rzucającym dobre linijki). W pozostałych walkach ćwierćfinałowych Peus uporał się z Koro, a Grysiu okazał się minimalnie lepszy od Czterego, jednak walki te nie przyniosły zbyt wielu emocji.

Panczlajnowcy górą w półfinałach

Przed rozpoczęciem półfinałowych starć, rozmawiając z Dj'em Avensem, powiedziałem mu, że może zostawić sobie jakiś newschool na finał, bo jest duża szansa, że zmierzą się w nim Oset z Peusem. Nic bardziej mylnego. Pierwszy z panów po bardzo wyrównanej walce okazał się minimalnie gorszy od Grysia, a drugi zdecydowanie przegrał z będącym w kozackiej dyspozycji Willem Spliffem.

Ogólnie rzecz biorąc występ w Krakowie Peusa i Oseta na kolana nie powalił, jednak w walce o trzecią pozycję obaj weterani dali czadu. W regulaminowym czasie odrobinę lepszy wydawał mi się Oset, jednak doszło do dogrywki i w niej prawdziwą petardę odpalił Santi Peusini. Nawet jeśli na przestrzeni całej imprezy obu panom zdarzało się chwilami odrobinę zamulać, to w starciu o miejsce na najniższym stopniu podium wszystko to publice zrekompensowali, pokazując dlaczego na zeszłorocznej edycji WBW zajęli ex aequo 3 miejsce.

Natomiast starcie finałowe stało chyba na jeszcze wyższym poziomie, a na pewno wzbudziło w publice więcej emocji. Pojedynek ten świetnie zaczął mocno wspierany przez publiczność Grysiu, jednak w dalszej części walki Will Spliff nie miał już dla niego litości. Reprezentant Wrocławia w kozackim stylu rozprawił się tego wieczoru z czwartym reprezentantem ŚLW i w pełni zasłużenie triumfował na krakowskich eliminacjach. Muszę przyznać, iż o ile w zeszłym roku słuchając Willa miałem mocno mieszane uczucia i nie należałem do jego największych fanów, o tyle na sobotniej bitwie cholernie mi zaimponował. Chyba w każdej kolejnej rundzie starć to Willi serwował nam najlepsze wejścia, nie straszne były mu nawet newschoolowe podkłady, a rzucane przez niego panczlajny nie tylko należały do najbardziej pomysłowych i wyrafinowanych, ale też w znacznej większości wydawały się być sklejane na pełnym spontanie. Przed tygodniem w Poznaniu reprezentant Wrocławia pokazał, iż jest pewniakiem do awansu do jesiennych półfinałów, natomiast w sobotę w Krakowie dobitnie udowodnił nam, iż może stać się godnym następcą Filipka, Mila oraz Pejtera, a występ w tegorocznym wielkim finale powinien być dla niego planem minimum. Zaryzykuje nawet twierdzenie, iż Willi pokazał się w Krakowie ze sporo lepszej strony niż przed tygodniem triumfujący w Poznaniu Szydi, a to chyba mówi samo za siebie. Chapeu bas!

Finałowy przeciwnik Willa, Grysiu od dawna pokazywał ponoć na lokalnych bitwach, że stać go na bardzo wiele. No i w końcu odpalił. Pewność siebie, charyzma i całkiem mocne, spontaniczne panczlajny – to wszystko cechowało reprezentanta ŚLW na bitwie w Krakowie. Odrobinę gorzej było natomiast z dykcją i techniką, przez co wiele z jego wersów osobiście zupełnie nie rozumiałem. Myślę jednak, że jeśli poprawi te dwa aspekty swojej nawijki to spokojnie może na dłużej zagościć wśród czołówki polskich fristajlowców. Zresztą o czym my mówimy, skoro ten typ pokonał Q-keya i Oseta, a mniej więcej 1/4 jego linijek nie dało się w ogóle zrozumieć. To chyba wystarczający dowód na to, że będą jeszcze z niego ludzie.

Na wyróżnienie za występ w Krakowie zasłużył według mnie również Cztery, który stoczył dwie bardzo solidne walki i obok Grysia był chyba największym objawieniem sobotniej imprezy. Niech chłopaki ćwiczą, chodzą na bitwy, a będziemy jeszcze mieli z nich sporo uciechy. To by chyba było na tyle. Eliminacje w Krakowie na duży plus i zostaje nam czekać na to, co stanie się za tydzień w Bydgoszczy. Jeśli bitwa będzie nie gorsza niż dwie pierwsze imprezy, to chyba możemy przestać martwić się o poziom tegorocznego WBW ;)

Komentarze (1)

24 marca 2018

Gdzie można znaleźć tabele??

MC
SOCIAL MEDIA

   

NEWSLETTER

Dodaj e-mail aby dostawać info o bitwach!

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Copyright © 2016 www.nazwa.pl Sklepicom - sklepy internetowe