CZYTELNIA
POLECAMY
2018-01-06, Poznań # Trzej Królowie Mikrofonu
2018-01-06, Poznań # Trzej Królowie Mikrofonu
30,00 zł 20,00 zł
szt.

Sprawdź tą bitwę!
2018-01-06, Poznań # Trzej Królowie Mikrofonu
2018-01-06, Poznań # Trzej Królowie Mikrofonu
30,00 zł 20,00 zł
szt.

Finał WBW 2017: Pas zostaje tam, gdzie jego miejsce! 5

Zwykliśmy rzec, że nic dwa razy się nie zdarza. Tyle że dobrze wiemy, iż we freestyle'u potrafią dziać się rzeczy bardzo nietypowe. No i stało się: Bober po raz drugi z rzędu triumfował na Wielkim Finale WBW, czyniąc to przecież tuż po zakończeniu dwuletniej dominacji Edzia. Jednak podobnie jak triumfy Gdańszczanina dwa zwycięstwa reprezentanta Bielska nad wyraz się od siebie różniły.

Przed rokiem Bober przystępował do finału w roli głównego faworyta do triumfu, a przed paroma dniami, mimo statusu obrońcy tytułu, raczej w roli lekkiego underdoga. Zeszłego listopada mistrz pokazywał genialną formę praktycznie w każdej walce w Proximie, a w tym roku to co najlepsze zostawił nam na najważniejszy moment bitwy. Co więcej na finale WBW 2016 nikt ani przez chwilę nie mógł równać do poziomu jego wejść, a przed paroma dniami był ktoś, kto na przestrzeni wszystkich starć prezentował się jeszcze okazalej...

Ale to tak w dużym skrócie. Jeśli chcecie poznać szczegóły, zapraszam do poniższej lektury, którą zaczniemy klasycznie od opisu zmagań w dwóch finałowych grupach. 

GRUPA A:

W niej zmierzyli się Bober, Oset, Ksywa oraz Wawrzyn. W pierwszej kolejce starć Bober dość pewnie, choć w mało spektakularnym stylu uporał się z Wawrzynem, a Oset po kozackich wejściach zmiótł ze sceny Ksywę. W tych starciach to właśnie "stylóweczka" z Łodzi zaprezentowała się zdecydowanie najokazalej i trzeba przyznać, iż była to chyba najlepsza walka na całej bitwie w wykonaniu reprezentanta ŁDZ. 

Kolejna runda rozpoczęła się od absolutnego szlagieru, czyli pojedynku Bobera z Osetem. Mistrz włączył wówczas drugi bądź trzeci bieg i wyraźnie pokonał mega stylowego Oseta, który to jednak poza zajebistym flow wiele w tej walce nie pokazał. Z kolei starcie Wawrzyna z Ksywą było niestety jednym z gorszych na całej bitwie i zakończyło się nieznacznym triumfem drugiego z panów. 

W ostatniej kolejce walk Bober po kolejnym przeciętnym widowisku uporał się z Ksywą, a Oset triumfował nad Wawrzynem, pokazując solidny pazur dopiero w dogrywce. W takiej sytuacji wszystko już było jasne i do półfinałów awansowali: Bober z kompletem zwycięstw oraz Oset, który zanotował dwa triumfy. 

Trzeba uczciwie przyznać, że rywalizacja w tej grupie nie była jakoś niesamowicie spektakularna. Bober po prostu zrobił swoje, odsłaniając rzeczywiste możliwości jedynie w starciu z Osetem, z kolei ten drugi to co najlepsze pokazał nam przede wszystkim na samym początku bitwy. Co się tyczy debiutantów: Ksywa i Wawrzyn z pewnością wypadli znacznie poniżej swoich własnych oczekiwań i zostaje nam wierzyć, że w przyszłorocznym finale pokażą równie kozacką formę, co we wcześniejszych etapach rywalizacji na WBW. I nie, wcale nie wypadli w sobotę słabo...po prostu akurat ich dwóch na pewno stać na dużo, dużo więcej. 

GRUPA B:

W tej grupie moim skromnym zdaniem poziom starć był zdecydowanie wyższy. Zaczęło się od przekozackiej walki Mila z Peusem, w której to reprezentant Wrocławia udowodnił, że jest głównym kandydatem do ostatecznego triumfu. Z kolei Peus, mimo porażki, już wtedy pokazał nam, że jeśli chodzi o rywalizację na WBW, to co najlepsze zostawił sobie na imprezę w Proximie. W drugim starciu Kaz dość pewnie uporał się z Murzyn, dając nam do zrozumienia, że walka o dwa miejsca premiowane awansem będzie w tej grupie cholernie zaciekła. 

Druga runda starć zaczęła się od kolejnej naprawdę zajebistej i bardzo stylowej walki. Santi Peusini odpalił prawdziwą petardę i dość niespodziewanie acz w pełni zasłużenie pokonał Kaza. Natomiast Milu dalej bił wszystkich na głowę i w swoim stylu zrównał z ziemią Murzyna. 

Ostatnia kolejka starć przyniosła nam chyba najlepszą walkę sobotniego wieczoru w Proximie. Naprawdę świetnie dysponowany Kaz robił co mógł, leciał nie tylko stylowo, ale i bardzo konkretnie, jednak na Mila to i tak było za mało. Panowie dali nam show, jakiego oczekujemy po finale WBW, dostali na koniec gromkie brawa od samych jurorów, jednak pierwszy z nich musiał pożegnać się z imprezą. Musiał, ponieważ w drugiej walce Peus okazał się minimalnie lepszy od Murzyna i to on, zaraz po Milu, awansował do półfinału z grupy B. 

Podsumowując rywalizację w tym zestawieniu, trzeba rzec, że rzeczywiście awansowali najlepsi, jednak i Kazowi należą się ogromne wyrazy uznania. W mojej ocenie przegrane przez niego walki z Milem i Peusem były najlepszymi starciami fazy grupowej finału i bardzo możliwe, że gdyby losowanie nie zesłało reprezentantowi Działdowa tak świetnie dysponowanych rywali, to i on znalazłby się w półfinale. Ale chyba nie ma sensu gdybać...Jest za to sens oddać szacun również Murzynowi, który pokazał wejścia na miarę swoich możliwości, leciał stylowo, rzucił parę kozackich linijek i z dumą mógł oglądać dalszą rywalizację.

Mistrz o krok.. od utraty pasa

Tak właśnie było. A wszystko za sprawą zajebistego weterana, jakim jest Peus. Pierwszy półfinał to właśnie rywalizacja pomiędzy mistrzem z Bielska i wracającym na finał WBW po siedmiu latach reprezentantem Woli. Santi po raz kolejny udowodnił wszystkim niedowiarkom z YouTube'a, że jest jednym z najlepszych aktywnych raperów bitewnych i z pewnością napędził Boberowi nie małego stracha. Po zakończeniu walki to właśnie jego ksywę skandowała publika, jednak wszyscy członkowie jury (Muflon, Edzio i Czeski) zgodnie, a chyba i słusznie opowiedzieli się za dogrywką. W niej mistrz nie pozostawił już Peusowi żadnych złudzeń i zasłużenie awansował do wielkiego finału. Jednak tu wypada się na chwilę zatrzymać...Reprezentant Woli dzięki swej charyzmie, stylówie i spontaniczności był jedną ze zdecydowanie najbarwniejszych postaci tegorocznej imprezy w Proximie. Mimo że sam przekonywał tuż po jej zakończeniu, że stać go na znacznie więcej, to myślę, iż warszawska publika skandująca po półfinale jego ksywę, w pełni zrekompensowała mu lekką gorycz porażki. Co jak co, ale dobrze się stało, że Peus wrócił.

Drugi półfinał to już raczej teatr jednego aktora. Milu bardzo pewnie i w zajebistym stylu pokonał Oseta. Reprezentant Wrocławia leciał jak maszyna i w takiej formie naprawdę cholernie ciężko byłoby go zatrzymać. A Oset zwyczajnie nie miał argumentów. Na przestrzeni całej bitwy pokazywał zajebistą stylówkę, flow i technikę, jednak chyba zabrakło mu trochę pomysłów na panczlajny. Reprezentant Łodzi zaprezentował się na finale WBW bardzo godnie, jednak samemu widziałem go w znacznie lepszej dyspozycji i wielka szkoda, że sobotni wieczór to po prostu nie był jego moment. 

"El Classico" znowu dla Bobera

O ile na przestrzeni całego roku, a także pozostałych finałowych walk to Milu zdecydowanie nie miał sobie równych, o tyle już w wielkim finale WBW 2017 Bober pokazał, dlaczego to właśnie on po raz drugi z rzędu zasłużył, by wrócić do domu z mistrzowskim pasem. Mistrz z Bielska to co najlepsze zostawił sobie na ostatnie starcie i w nim poleciał naprawdę kozacko, pokazując formę godną dwukrotnego mistrza WBW. Zaważyło kilka genialnych ripost i panczlajnów, którym to Milu nijak nie potrafił się przeciwstawić. Sam Bober przyznał po finale, iż w 1/10 był mu przykro, że pokonał gościa, który w ostatnim czasie na free absolutnie nie miał sobie równych, jednak wydaje się, że najlepszych poznaje się po tym jak radzą sobie w najważniejszych momentach. A Bober poradził sobie nad wyraz zajebiście. 

Osobiście sytuacja z Milem i Boberem nieco przypomina mi tę sprzed paru lat, kiedy to Edzio dwukrotnie sprzątał pas tuż sprzed nosa Filipka. Zarówno Filipek, jak i Milu z pewnością "zasłużyli", by choć raz triumfować na WBW, jednak z tą różnicą, iż ten drugi nijak nie może narzekać na werdykty. W kluczowych momentach Bober był po prostu lepszy i to on tłustym drukiem zapisał się na kartach historii. 

Za nami piętnasta edycja Wielkiej Bitwy Warszawskiej. Po raz kolejny podczas finału Proxima pękała w szwach, a MC's udowodnili, że polski freestyle rośnie w siłę. Co dalej? Tacy zawodnicy jak Milu, Bober czy Peus przekonują, że kolejny raz na scenie największej bitwy w Polsce już się nie pojawią, jednak przy obecnej popularności bitew myślę, że możemy być spokojni o to, że i w kolejnych latach na WBW będziemy oglądać kozackie pojedynki. 

Komentarze (5)

27 listopada 2017

Co Wy macie z tym flow Oseta ? Ja pierdole.

27 listopada 2017

i tak Muflon by ich wszystkich zjadl

27 listopada 2017

Milu i Bober finał marzeń dla mnie! Czekam na filmy

28 listopada 2017

pueblos by rozjebał, jakby dał radę utrzymać się na nogach :D

28 listopada 2017

;o ktoś musi znowu rozjebać wszystkich... Bober to kocur na bitwach.

MC
SOCIAL MEDIA

   

NEWSLETTER

Dodaj e-mail aby dostawać info o bitwach!

ANKIETA
Który DJ na WBW 2017 dawał najlepsze bity?
do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Copyright © 2016 www.nazwa.pl Sklepicom - sklepy internetowe