KOSZYK JEST
PUSTY

WBW 2016 - Wszystkiego po trochu w Białymstoku

paź19

WBW 2016 - Wszystkiego po trochu w Białymstoku

Po przekozackiej imprezie w Łodzi myśleliśmy, że poziom tegorocznych eliminacji wyższy już być nie może. I nie mieliśmy racji. Wygrana przez Rybę bitwa w Białymstoku nie tylko dostarczyła nam wielu freestyle'owych wrażeń i tematów do dyskusji, ale udowodniła też, że WBW 2016 dopiero nabiera wiatru w żagle. Na czwartych elimkach mieliśmy absolutnie wszystko - porywające publikę punchline'y, niespotykanie stylowe pojedynki oraz rzecz jasna burzliwe kontrowersje. Te ostatnie przyszły dopiero na sam koniec bitwy, a poprzedziły je dobre dwie godziny freestyle'u na możliwie najwyższym poziomie.

FAWORYCI TRZYMAJĄ SIĘ MOCNO

A w szczególności Bober. Jego pierwsza walka z Igorem to prawdziwy majstersztyk. "Jechałem tu dziesięć godziny ziomy, a ty jesteś bardziej niż mój pociąg opóźniony" - te i liczne inne kozackie punchline'y sprawiły, że reprezentant Bielska bardzo szybko zjednał sobie serca białostockiej publiki. Prawdę mówiąc w swoim pierwszym występie, zdawał się niemalże o klasę przewyższać pozostałych faworytów bitwy.

Jednak oni także zaczęli ze stosunkowo "wysokiego C". Przykładowo Babinci stoczył bardzo fajną walkę z mocno stawiającym się Sebem, a Radzias pokazał Kałachowi, jak radzić sobie z mniej klasycznymi bitami. Nie zawiedli także reprezentanci WLW, Murzyn i Ryba, a Pueblos w świetnym (z obu stron) pojedynku z Buczim po raz kolejny pokazał, że oprócz zgłębianie wiedzy o tym, jak lecieć po bitach, ma też w zanadrzu mnóstwo konkretnych punchline'ów.

W pierwszej rundzie mieliśmy również dwie małe niespodzianki. Autorem pierwszej z nich był lokalny zawodnik Batman, który po mocno przeciętnej walce zasłużenie pokonał GML'a. Jednak na szczególną uwagę zasługuje występ łęczyńskiego freestyle'owca o ksywce Q-key. On w walce z Kennym pokazał flow, którego nie powstydziłby się niejeden studyjny raper, a co nawet ważniejsze wsparł je bardzo mocnymi linijkami. Jego rywal stawiał się mocno, w oczach sędziów zasłużył nawet na dogrywkę, lecz ja muszę zgodzić się z odczuciami całego klubu, iż to Q-key od początku do końca tego pojedynku zdecydowanie górował.

Kenny vs Q-key

STYL, FLOW - MAMY TO WSZYSTKO!

A kto o tym przypomniał? Radzias i Pueblos. Panowie zmierzyli się co prawda bodajże w ostatnim z ćwierćfinałów, ale nie sposób nie rozpocząć opisu zmagań 1/4 właśnie od ich pojedynku. To było zdecydowanie najlepszy stylowo starcie, jakie kiedykolwiek oglądałem na żywo na bitewnej scenie. Serio. Radzias dzień po imprezie napisał wręcz, że wraz Pueblosem wznieśli wolny styl na nowy, niepoznany dotychczas level. Wielkie ukłony dla obu panów oraz dla DJ'a, któremu udało się wycisnąć ze stylowych umiejętności zawodników absolutne maximum. Ostatecznie po mega równej walce do najlepszej czwórki awansował znacznie lepszy w ostatnim wejściu reprezentant Białegostoku.

Pueblos vs Radzias

Oprócz pojedynku Radziasa z Pueblosem mieliśmy w ćwierćfinałach jeszcze jedno hitowe starcie. W nim z kolei zmierzyli się dwaj zeszłoroczni finaliści - Babinci i Bober. Dotychczas w ich rywalizacji na WBW dwukrotnie triumfował pierwszy z panów, lecz tym razem wreszcie przyszedł czas na rewanż. Również i ta walka stała na bardzo wysokim poziomie stylowym, jednak jeśli chodzi o jakość rzucanych linijek bez dwóch zdań górował w niej Bober. Reprezentant Bielska nie zwalniał tempa i zdawał się pewnie mknąć po końcowy sukces na eliminacjach.

Babinci vs Bober

W pozostałych ćwierćfinałach Murzyn pokonał Batmana, a Ryba uporał się z Q-keyem. Pierwsze starcie to walka bez większej historii ani też specjalnie dobrych linijek - jedyne, co możemy o niej powiedzieć, to to że odrobinę mniej bezbarwnie zaprezentował w niej się zwycięski Murzyn. Jednak już drugie starcie to mega efektowna konfrontacja stylów. Po ostatnim wejściu zasiadający w jury Theodor przyznał, iż są pod ogromnym wrażeniem flow Q-keya, lecz dzisiejsza forma Ryby po prostu rozpierdala i to on zasłużył na awans do najlepszej czwórki. Cóż, nic dodać, nic ująć.

PÓŁFINAŁY RODEM Z WIELKIEGO FINAŁU

W Łodzi walki o finał elimek były więcej niż zajebiste, a w Białymstoku… z pewnością nie gorsze. Zresztą chyba nie mogło być inaczej skoro zmierzyli się w nich Bober z Murzynem oraz Ryba z Radziasem. Zdecydowanym faworytem pierwszego starcia zdawał się być Bober. No właśnie, tyle że w pojedynkach z coraz to lepszymi przeciwnikami poziom wejść Murzyna nagle z przeciętnych wyrasta często do miana wyjebanych. Nie inaczej było i tym razem - reprezentant WLW bardzo wysoko zawiesił poprzeczkę i zdawał się rozkręcać z każdą kolejną linijką. A Bober? On sobie nic z tego nie robił i mimo naprawdę solidnej formy swojego rywala, zwyczajnie rozniósł go w pył. Póki co reprezentant Bielska miał na swoim koncie trzy niemalże perfekcyjne występy.

Bober vs Murzyn

Drugi półfinał to z kolei pojedynek… freestyle'owych "wychowanków" członków jury. Bez wątpienia w tym starciu Theodor trzymał kciuki za Rybę, a Mentor za Radziasa. Jednak werdykt musieli podjąć sprawiedliwy i zrobili to jednogłośnie. Ogłaszając go jeden z założycieli legendarnego Freestyle Palace przypomniał przywołaną kiedyś przez Muflona zasadę mówiąca, iż nawet kiedy bitwa jest wyrównana i wyjątkowo zajebista, lecz jeden z zawodników zdaje się mieć w niej minimalną przewagę, to kosztem przerwania świetnego show zawsze należy ogłosić jego wygraną. I tak też się stało tym razem. Minimalnie lepszy w półfinałowym starciu Białegostoku z Radomiem okazał się Ryba.

Ryba vs Radzias

REWELACYJNY FINAŁ W CIENIU KONTROWERSJI

Nie będę ukrywał, że na przestrzeni całej bitwy jej zdecydowanie najlepszym zawodnikiem był Bober. Freestyle'owiec z Bielska w jednostronnych starciach z Igorem, Babincim i Murzynem pokazał poziom freestyle'u, jakiego w mojej opinii na WBW 2016 dotychczas jeszcze nie oglądaliśmy. Właśnie dzięki temu, a także ze względu na zyskany już wcześniej hype na freestyle'owym podwórku Bober przystępował do starcia z Rybą w bardzo uprzywilejowanej pozycji, mając za sobą ogromne wsparcie białostockiej publiki.

Jego rywal natomiast rozkręcał się w sobotę stosunkowo powoli. Zasłużenie awansował do finału, rzucał bardzo dobrej jakości linijki, lecz trzeba uczciwie przyznać, że przed decydującą walką zdawał się nie mieć argumentów, by móc rozprawić się z będącym w niesamowitej dyspozycji Boberem. Wynik nadchodzącego finału mógł więc wydawać się oczywisty, lecz freestyle po raz kolejny splótł nam niezłego figla.

Pojedynek wieńczący białostockie eliminacje niespodziewanie zaczął się od dominacji Ryby, który mimo mniejszego wsparcia ze strony publiki bez dwóch zdań rzucał w początkowych wejściach znacznie mocniejsze linijki. Bober wrócił do formy z poprzednich walk dopiero w drugiej części pojedynku, lecz finiszował już wręcz fenomenalnie. Po ostatnim wejściu to właśnie jego ksywkę wykrzykiwali zgromadzeni pod sceną ludzie i gdy Theodor rozpoczął ogłaszanie werdyktu od zaznaczenia, że ze względu na minimalną przewagę jednego z zawodników sędziom udało się wybrać zwycięzcę, wszyscy byli przekonani, że padnie właśnie na Bobera. A stało się inaczej - przy sporej dezaprobacie ze strony publiczności, to Ryba został nominowany czwartym finalistą WBW 2016.

Bober vs Ryba

Można się pieklić, złorzeczyć, ale w gruncie rzeczy całe szczęście, że to nie mocno dopingująca jednego z zawodników publika decyduje o tym, kto wygrywa walki. Finał eliminacji w Białymstoku nie tylko stał na rewelacyjnym poziomie, ale był też cholernie wyrównany. Ja po jego zakończeniu miałem osobiście wrażenie, że powinno się to skończyć dogrywką bądź minimalną wygraną Ryby i w pełni szanuję - co by nie mówić - "odważny" werdykt jury. A gadanie o tym, że Theodor umyślnie przepchnął do wielkiego finału swojego "wychowanka"? Po pierwsze szanujmy się, po drugie pamiętajmy, że Mentorowi raczej nie zapłacono za to, by nie miał prawa głosu, a po trzecie skupmy się na zajebisty freestyle'u, którego w decydującym starciu białostockich eliminacji było co niemiara.

Z pewnością Ryba nie zdobył biletu na imprezę w Proximie w wymarzonych dla siebie okolicznościach, lecz myślę, że już teraz ma przekonanie, iż w pełni na niego zasłużył. Po za tym jestem pewien, że znacznie bardziej niż zdanie niespecjalnie obiektywnej publiki ceni sobie werdykt sędziów oraz opinię "kolegów po fachu". A Bober? On pokazał w Białymstoku, że potrafi wznieść swoją nawijkę na nieosiągalny dla innych graczy level. Wcale mu się nie dziwie, że był mocno wkurwiony po werdykcie jury, bo to chyba mało fajna sprawa przejechać kilkaset kilometrów, znajdować się w życiowej dyspozycji i po finale, w którym publiczność zdecydowanie widzi Cię jako zwycięzcę, wrócić do domu zupełnie z niczym. Niby takie już uroki bycia freestyle'owcem, ale wszelki wkurw z tym związany musimy zawsze zrozumieć…

Finał WBW 2016 na ewentualnym braku udziału Bobera cholernie dużo by stracił. To nie jest tak, że freestyle'owiec z Bielska powinien pojechać na kolejne eliminacje i powalczyć o awans - on po prostu musi zdobyć bilet na imprezę w Proximie. Musi, bo prezentuje w tej chwili zdecydowanie zbyt wysoki poziom, by mogło go zabraknąć na najważniejszej bitwie w kraju.

Jedyny problem jest taki, iż wszystko wskazuje na to, że obsada kolejnych eliminacji będzie wyjątkowo silna. Na scenie ponownie powinien pojawić się Milu, chodzą słuchy o powrocie na WBW Szydercy, a wielce prawdopodobne, że na tym się nie skończy. Uzbrójcie się w cierpliwość i szykujcie na najbliższe eliminacje - 22 października widzimy się we Wrocławiu. Do zobaczenia! :)

paź  19
Oprogramowanie sklepu internetowego Sellingo.pl