KOSZYK JEST
PUSTY

+48 784 949 081

info@wbw.pl

WBW 2016 - panczlajny, dogrywki, werdykty

paź03

WBW 2016 - panczlajny, dogrywki, werdykty

Po kapitalnej inauguracji w Warszawie przyszedł czas na wyprawę do Gdańska. Trójmiasto jak zawsze zapewniło nam wyjątkowy klimat, dawkę niezapomnianych punchline'ów i spektakularnych dogrywek, a w tym roku także kontrowersyjnych werdyktów. Koniec końców drugi bilet do finału WBW 2016 zgarnął Yowee, który wpadł do klubu Medyk w absolutnie życiowej dyspozycji.

Oj, działo się! Może i bitwy nie stały w większości na równie wysokim poziomie co te w Warszawie, lecz atmosfera w klubie była znacznie bardziej gorąca. Wyluzowany Yowee jedynie podgrzewał ją swoimi świetnymi punchline'ami, a jury wtórowało mu, przeciągając najważniejsze bitwy o kolejne dogrywki. Słusznie / niesłusznie - nudno nie było ani przez moment!

KIEPSKI POZIOM PIERWSZEJ RUNDY STARĆ

No dobra, może z wyjątkiem samego początku bitwy. Walki 1/8 finału były chwilami tak słabe, że to właśnie ich beznadziejny poziom robił nieraz za jedyną atrakcję. Gdybyśmy przyznawali nagrodę z najgorsze starcie wszystkich eliminacji, to wyczynu Osb i Igorinho już chyba nikt by nie doścignął. W Gdańsku starali się co prawda Hamst i Kasan, ale… odrobinę im zabrakło.

OSB vs Igorinho

Na plus pierwszej rundy możemy za to zapisać fajny pojedynek Białego z ulubieńcem trójmiejskiej widowni Pontonem. No właśnie, tyle że "fajny" wcale nie oznacza tego, że musi się koniecznie skończyć dogrywką. Biały był zdecydowanie lepszy od początku do końca walki, a to że jego rywal jakoś strasznie nie odstawał i miał ogromne wsparcie publiki, nie znaczy, że i sędziowie powinni go faworyzować. Na szczęście po dogrywce nie można już było mieć żadnych wątpliwości i do ćwierćfinału awansował reprezentant Ciechanowa.

Podobną przeprawę jak Biały miał w swojej pierwszej walce Milu. On co prawda nie wszedł jeszcze wówczas na swój najwyższy poziom nawijki, ale serio nie mam pojęcia, czemu musiał przystępować do dogrywki w rywalizacji z wyraźnie gorszym Wueno. Niby nic te dodatkowe starcia nie zmieniły - i tak wygrali lepsi, a klimat bitwy jedynie na tym zyskał, lecz jak się niedługo przekonamy, czasem bywa nieco inaczej…

Milu vs Wueno

Na szczęście jeszcze nie w przypadku Babinciego, któremu również przyszło triumfować w raczej mało potrzebnej dogrywce z Czerwieniem. Prócz wyżej wymienionych panów swoje starcia 1/8 finału wygrali także Murzyn, Ryba oraz Yowee. Oni już na całe szczęście nie musieli się męczyć w wymianie linijek bez bitu, choć prawdę mówiąc, wynikało to przede wszystkim z bardzo mizernej postawy ich rywali…

Zaczęło się więc tak sobie, ale na szczęście po zakończeniu pierwszej rundy na polu bitwy zostali już niemal tylko najlepsi zawodnicy.

PRAWDZIWĄ RYWALIZACJĘ CZAS ZACZĄĆ

Ćwierćfinały to już zupełnie inna bajka. Czemu? Wystarczy spojrzeć na to, jakie starcia zgotowała nam drabinka pucharowa bitwy:

Biały vs Ryba
Yowee vs Osb
Hamst vs Babinci
Murzyn vs Milu

Na pierwszy ogień ruszyli Biały i Ryba. Było ciekawie, punchline'owo, a zwyciężało docenianie bragga. I to zupełnie zasłużenie. Biały pokazał nie tylko błyskotliwe pociski, ale i w przeciwieństwie do swojego rywala fajny styl oraz nienaganną techniką. "Pisankowiec z chujową dykcją?" Dawno i nieprawda, dziś reprezentant Ciechanowa to mega spontaniczny koleś kozacko operujący flow oraz przyśpieszeniami.

Tuż po jego triumfie przyszedł czas na kolejny występ Yoweego. Życiówka? Tak naprawdę w niemal każdym starciu - fatalnie dysponowany OSB nie miał z zawodnikiem z Lęborka żadnych szans. Przyszły triumfator zachwycał, rzucał proste lecz prześmieszne punchline'y, a jego rywal… wypadł poniżej krytyki. I szkoda, bo stać go na co najmniej dziesięć razy tyle.

Babinci vs Hamst

Dwa ostatnie ćwierćfinały to z kolei bardzo pewne triumfy faworytów. Babinci po mało spektakularnej walce pokonał Hamsta, a Milu pokazał, że znajduje się w przekozackiej dyspozycji i w bardzo przekonującym stylu triumfował nad Murzynem. Trzeba przyznać, że w tamtym momencie wydawało się, że to właśnie reprezentant Wrocławia jest głównym kandydatem do ostatecznego triumfu.

YOWEE RZUCA "KILLERY", WERDYKTY BUDZĄ KONTROWERSJE

Przyszedł wreszcie czas na półfinały, A w nich prawdziwa bomba - Biały podejmuje Yoweego. Udany rewanż za zeszłoroczny finał elimek w Warszawie? Nic z tych rzeczy- ponownie w kontrowersyjnych okolicznościach góruje reprezentant Lęborka. Tym razem co prawda dzięki dominacji w "regulaminowym czasie" walki Biały zapracował w oczach jury przynajmniej na dogrywkę, lecz już w niej samej wypadł odrobinę słabiej. Yowee rzucił bodajże jednego zajebistego "killera" w czasie dwóch dodatkowych wejść i… tyle - według publiki oraz sędziów wystarczyło to na awans do finału. Nie chce mi się zbytnio wymądrzać, więc powiem tylko, że w mojej opinii Biały na przestrzeni całej walki nie tylko był znacznie lepszy technicznie i stylowo, ale rzucał też dużo więcej mocnych punchilne'ów. No i ostatecznie przegrał - zupełnie jak przed rokiem…

Biały vs Yowee

Drugi półfinał to z kolei zderzenie dwóch jakże odmiennych stylów nawijki - punchline'owiec Milu versus niezmiennie stylowy Babinci. Górą z tego starcia wychodzi pierwszy z panów i chyba nie możemy mieć wątpliwości co do słuszności werdyktu jury. Walka była stosunkowo równa aż do ostatnich wejść, kiedy to kropkę nad "i" postawił Milu, a Babinci wyraźnie się pogubił. Emocji tyle co w pierwszym półfinale nie było, lecz poziom nawijki jak najbardziej godny walki o miejsce w finale WBW 2016.

Babinci vs Milu

Jednak zwieńczeniem rywalizacji o drugi bilet na listopadową imprezę w Proximie był bez dwóch zdań finał pomiędzy Yoweem a Milem, zdecydowanie najbardziej spektakularne starcie tego wieczoru. Przyszły triumfator leciał w swoim stylu - pełen luz i możliwie najniższej jakości linijki przeplatane z absolutnymi "killerami". Z kolei Milu robił co mógł, raz po raz kminił świetne panczlajny, kombinował z flow, licząc na to, że jurorzy - w przeciwieństwie do publiki - nie pozostaną głusi na jego popisy.

Niestety docenił je jedynie Bośniak. Gdański MC wskazał ręką na Mila, Raku na Yoweego, a Buszman zadecydował, że mieliśmy dogrywkę. Słusznie? Według mnie nichuj, ale o tym napiszę ze dwa słowa jeszcze za moment. Jedno trzeba jurorom przyznać - to właśnie dzięki ich werdyktom sobotnia bitwa obfitowała w niesamowite emocje. Pierwsza dogrywka finału to walka łeb w łeb, mega poziom i zajebiste punchline'y z obu stron. Ja co prawda ponownie postawiłbym na Mila, lecz w tym wypadku Bośniak i Buszman, którzy zadecydowali, że wszystko rozstrzygnie kolejna dogrywka bez bitu spokojnie mogli mieć rację. I bez dwóch zdań mieli ją także, gdy po wymianie kilkunastu linijek acapella zgodnie z Rakiem wskazali rękoma na Yoweego. "W dogrywce, oceniamy dogrywkę i tylko dogrywkę", a w niej reprezentant Lęborka zarzucił paroma przekozackimi wersami pokroju zeszłorocznego portu usb i musiał zostać uznany zwycięzcą gdańskich eliminacji.

Milu vs Yowee

Yowee prezentował się w sobotę naprawdę wyśmienicie. Ja osobiście nigdy nie widziałem go w lepszej dyspozycji i mam ogromną nadzieję, że na finale w Proximie będzie równie mocny. Serio, wielkie gratulację. Jednak nadal jestem więcej niż przekonany, że na Białego i Mila to po prostu nie wystarczyło. Dwaj nadmieni panowie są według mnie przynajmniej o pół klasy lepszymi freestyle'owcami, a to słychać nawet w wypadku, gdy walczą z kimś znajdującym się w bardzo wysokiej formie. W finałowych dogrywkach Yowee brylował, tylko problem w tym, że w ogóle nie powinniśmy ich oglądać...

SŁÓW PARĘ O SĘDZIOWANIU

Pamiętajcie, że to tylko moje subiektywne wypociny, którymi w żaden sposób nie chciałbym ani umniejszać sukcesu Yoweego ani obrażać jurorów. Ale…

Po pierwsze najważniejsze serdecznie polecam "popkillerowy" felieton Theodora, który traktuje właśnie o sędziowaniu na bitwach i według mnie idealnie wyjaśnia, czemu werdykty na gdańskich elimkach wyglądały tak a nie inaczej. Z pewnością nie można żadnemu z jurorów zarzucić braku kompetencji - każdy z panów miał swego czasu większą lub mniejszą styczność z freestyle’em, a poza tym bardzo dobrze zna się na rapie. Problem w tym, że wszyscy trzej to stylowi, mega wyluzowani rapowo kolesie, którym zawsze znacznie bliższa będzie humorystyczna i luźna nawijka Yoweego aniżeli przekminiane, nieraz schematyczne ponchline'y Mila czy Białego. A to musi, przynajmniej podświadomie wpływać na ich werdykty. I choć nie ma w tym absolutnie nic złego, to prawda jest taka, że przy obsadzaniu jury trzeba pod tym względem szukać równowagi sił. W Gdańsku mieliśmy natomiast 3:0 na rzecz stylowego, luźnego freestyle'u...

I wielka szkoda, bo według mnie właśnie ten fakt zaważył na tym, że bilet do wielkiego finału trafił w niewłaściwe ręce. Ale to tylko moje zdanie - przykładowo Dolar i DJ Serio? raczej dziwili się Milowi, że ten po werdykcie walki z Yoweem był dość mocno podkurwiony. Bośniak z kolei napisał po bitwie na swoim fanpage'u, że wciąż obstaje przy tym, że przed dogrywką zwycięstwo należało się zawodnikowi z Wrocławia, lecz mimo to w sobotę "Yowee po prostu musiał wygrać". I w tym też coś jest.

A całą sytuację najlepiej skomentował sam zainteresowany. Freestyle’owiec z Lęborka przyznał, że być może był momentami słabszy, ale że jak ma toczyć tak zajebiste walki, to jest mu wszystko jedno, czy wygrywa czy przegrywa. A że wygrał - zajebista sprawa. Mnie w tym wszystkim trochę szkoda jest tylko Mila i Białego, ale pozostaje wierzyć, że im także uda się jeszcze wywalczyć bilet do wielkiego finału.

Szans pozostało jeszcze pięć, a najbliższa już w tę sobotę w Łodzi. Jak myślicie, kto dołączy do Toczka i Yoweego? Milu? Biały? Bober? A może pogodzi ich planujący start na WBW jedynie u siebie w mieście Oset?

paź  03
Oprogramowanie sklepu internetowego Sellingo.pl