KOSZYK JEST
PUSTY

+48 784 949 081

info@wbw.pl

Dokąd zmierza dziś polski freestyle i czy aby na pewno ma się dobrze?

lip29

Dokąd zmierza dziś polski freestyle i czy aby na pewno ma się dobrze?

"Dokąd zmierza dziś polski freestyle i czy aby na pewno ma się dobrze?" - tak zdecydowałem się zatytułować mój pierwszy felieton traktujący o naszym rodzimym, hiphopowym stylu wolnym, będzie to również pytanie przewodnie dla wielu dalszych przemyśleń, którymi chciałbym się tu z Wami dzielić. Jako że należę do grona fanów "młodych stażem", nie zamierzam wymądrzać się nadto na temat starszych bitew, które znam bardzo dobrze, lecz jedynie z youtube'a, będę o nich wspominał odnosił się do nich, lecz za priorytet wezmę sobie rozważania nad tym, co dziś dzieje się na scenie. Zacznę bardzo ogólnie, chcę, by otwierający ten cykl tekst był swoistym wstępem do dalszych rozważań, zahaczę w nim o tematy, które w następnych artykułach będę rozwijał i wzbogacał o przytaczanie nowych opinii bardziej fachowych osób i swoje skromne, subiektywne przemyślenia. No to lecimy, na temat, choć samymi pisankami :) (w kontekście dzisiejszych bitew wcale nie brzmi mi to obco)...

Muszę przyznać, iż z lekkim zdziwieniem oglądałem, jak będący żywą legendą polskiego freestyle'u Duże Pe na Bitwie o Pitos jarał się jak dziecko kolejnymi mocnymi panczami Filipka, Pejtera czy Szydercy, czasem też ciężko mi zrozumieć zapał docenianego weterana Puocia, który na facebook'owym fan page'u Rap Sesji z prawdziwą pasją prowadzi relacje z ważnych bitew, a zaskoczyło mnie lekko również, jak na zeszłorocznym WBW inny "stary", zasłużony gracz, Dolar od samych eliminacji zdawał się być zachwycony wejściami młodszych kolegów. Widząc, jak dzisiejszą sceną jarają się jej weterani, ciężko przychodzą mi słowa krytyki, aż głupio mi narzekać i wylewać żale, lecz zastrzeżeń trochę mam i postaram się je zaraz ubrać słowa, by potem móc przejść do tego, co pozytywne, czym ja jako fan się jaram. Na kończącym finał WBW 2014 cypherze Dolar nawinął, że jest co raz starszy, lecz widzi, że freestyle żyje. Otóż z pewnością żyje, z pewnością wciąż jest się czym jarać, ale czy aby na pewno polski styl wolny zmierza w dobrym kierunku? Czy możemy być pewni, że jak nawija Filipek w jednym ze swoich tracków, polski freestyle ma się dobrze?

Nie zamierzam nikogo uczyć historii wolnego stylu, gdyż sam wciąż ją poznaje, każdego dnia oglądając nieznane mi wcześniej bitwy i jamy. Jednak, by lepiej przedstawić wam mój pogląd na dzisiejszą scenę, na chwilkę cofnę się o kilka lat, do pamiętnych, złotych czasów. Wolny styl w Polsce jako pierwsi szerszej publice ukazywali tacy mistrzowie majka jak Rufin MC, Pan Duże Pe, Te-tris czy Pogo, by po paru latach przekazać pałeczkę Muflonowi i reszcie jego pokolenia, które już pod jego nieobecność w roku 2009 na WBW stworzyło widowisko, przez które młodzi fani freestyle'u powinni poważnie pomyśleć o wynalezieniu wehikułu czasu, a starszym pasjonatom kręci się łezka w oku. Na ostatnim Microphone Masters Flint nawinął, że w 09 zamknął grę, ja parafrazując jego wypowiedź, określił bym to raczej zamknięciem pewnego rozdziału tej gry, niestety zdaje się, iż był to rozdział najpiękniejszy i najcenniejszy.

Po odejściu tuzów, następne dwa lata (szczególnie na WBW) były znacznie mniej obfite, swego rodzaju reaktywację dane nam było zobaczyć w roku 2012, kiedy to po stojącym na bardzo wysokim poziomie finale mistrzowski pas trafił w ręce bardzo doświadczonego gracza, wcześniejszego mistrza chociażby Wojny o Śląsk , Czeskiego, a z pustymi rękoma do domów wrócili świetnie prezentujący się tego wieczora MC's tacy jak Edzio, Quebonafide, Bonez czy Tymin. Finałową imprezą, a także wcześniejszymi eliminacjami zapisali oni naprawdę parę wartościowych stronic w historii polskiego freestyle'u, lecz już na następnych kartkach ukazuje nam się całkiem inny rozdział, nie twierdzę, iż niepotrzebny czy mało wartościowy, ale z pewnością diametralnie różniący się od tego, co scena serwowała nam przez uprzednią dekadę.

Wyśmiewane przez raperów bazujących na stylu i flow "dwuznaczności", mocne, lecz często wcześniej przygotowane pociski nawijane pod drugi wers, oklepane "pancze o pannach" i inne pojazdy wkładane w schematy "on myślał, że?", "prędzej niż ze mną wygrasz?" itd. są dziś istotą wolnego stylu, słyszymy je na wszystkich bitwach i to one decydują o tym, kto je wygrywa. Naprawdę nie wielu jest już aktywnych, klasowych freestylowców bazujących na stylówce i flow, klasycznymi przykładami zdają mi się być jedynie Pueblos i Oset (może też mniej aktywni Somal i Dejwid), którzy jednak w pojedynkach z punchlinerami takimi jak Filipek, Edzio czy Szyderca nie mają większych szans. Rzecz jasna dowodzi to przede wszystkim o klasie tych drugich i o sile ich stylu. Fakt, że opanowali oni scenę jest dowodem ich nietuzimkowych skillsów i ciężkiej pracy, lecz nie jestem pewien, czy jest on sprzyjający dla polskiego freestyle'u i jego odbioru zarówno przez starych znawców tematu, jak i potencjalnych nowych fanów. Nie każdy jak Puoć i Dolar stale propsuje dzisiejszy wolny-styl, wśród weteranów nie brakuje też głosów obojętności, ironii czy nawet krytyki a i dla nieznających dobrze tematu ludzi atrakcyjniejszym chyba byłby stylowy freestyle, nawijany z fajnym flow niż wypadający z bitu raperzy rzucający mocne, lecz często schematyczne lub głupawe pociski. Sam jestem gdzieś pomiędzy tymi dwiema grupami i mimo że wciąż jaram się dzisiejszą sceną to szczerze mnie wkurwia obrany przez nią kierunek, jej jednostronność, schematyczność, przewidywalność, a także wątpliwa wiarygodność. Kiedyś Muflon wyróżniał się swoim podejściem do freestyle'u na tle stylowych raperów takich jak Flint, Dolar, Puoć, Solar czy Białas, a dziś, jak sam pisze styl zdecydowanej większości zawodników stanowi pochodną jego stylu, a wyróżniających się zawodników o innym podejściu do wolnego stylu jest jak na lekarstwo i nie zanosi się raczej na ich rychłe, liczne przybycie. Jednak nie to jest według mnie głównym problemem, mnie razi inna rzecz, którą też kiedyś przytoczył Muflon. Chodzicie mianowicie o przewidywalność i schematyczność tego, co dzieje się na scenie. Jak pisał jedyny dwukrotny posiadacz pasa WBW, w roku 2009 podczas finału gotowy był na to, że na scenie może wydarzyć się dosłownie wszystko, a cztery lata później już dokładnie wiedział, czego może się spodziewać. Wraz ze "zużyciem" konwekcji, zacząć znikać element zaskoczenia, który jest przecież we freestyle'u cholernie istotny. Dziś ja sam, mimo że podnoszę w górę ręce po punchline'ach Edzia i Filipka, to rzadko specjalnie mnie one zaskakują, a gdy już to robią, często mam podejrzenia o to, że nie zostały one wymyślone w danej chwili. To jest właśnie ta wątpliwa wiarygodność, Puoć po Bitwie o Pitos napisał, iż on w pełni ją akceptuje, gdyż chodzi dziś przede wszystkim o show, a to jest wyśmienite. Mi jednak zawsze freestyle kojarzył się ze zdrową i stosunkowo uczciwą rywalizacją, preemade'y były i zawsze będą jej częścią , lecz ciężko mi z uznaniem słuchać wejść, które niemal w całości się z nich składają i zwyczajnie mi przykro, gdy wcześniej przygotowane pociski decydują o tym, kto wygrywa bitwę (to ostatnie niestety zdarzało się i dużo dawniej).

W tym miejscu kończą się chyba moje żale i zbiór narzekań, więc należałoby również oddać dzisiejszej scenie to, co nadobne. Nie chcę zanadto pisać o wszystkich bitwach w całej Polsce, znam je z materiałów video i poza nielicznymi wyjątkami niespecjalnie żałuje, że na nie regularnie nie przyjeżdżam a to głównie ze względów, które już zdążyłem przytoczyć. Jednakże zeszłoroczne WBW z pewnością poza licznymi piętnowanymi przeze mnie wadami miało w sobie to "coś", było wyjątkowe i stało na naprawdę wysokim poziomie. W porównaniu do roku 2013 mieliśmy już większe zróżnicowanie stylów poszczególnych MC's (to akurat może wynikać z faku, iż tacy gracze, jak Mentor czy Szyderca zrezygnowali z udziału), klasycznych punchline'owców mieliśmy "zaledwie" czterech, a oprócz nich na scenie pojawili się zawodnicy naprawdę różni. Bardzo podobało mi się to, iż chyba żaden z nich nie był nijaki, każdy czymś się wyróżniał, coś go charakteryzowało. Mieliśmy wielkiego faworyta Filipka, głodnego zwycięstwa Edzia, który już raz, przed dwoma laty miał pas na wyciągnięcie ręki, jadącego na stylóweczce Oseta, "pijaczynę" Jędrzeja, wjeżdżającego z "podwójną siłą" GML-a, specjalizującego się w panczach o niuniach Pejtera czy "pisankowca", który "wyprzedził rapgrę ", Białego. Zawodnicy ci nie dość, że stworzyli świetne widowisko, to zdawali się też tworzyć swego rodzaju zgraną paczkę, widać było, iż doskonale się znają, nie są przypadkowym zlepkiem ludzi a chyba właśnie tym nowym pokoleniem wychowanym przez poprzednie, złote pokolenie polskiego freestyle'u, o którym nawijał Solar w kawałku Freestyle wars. Mimo, że wygrały "dwuznaczności" i schematy, że przesądzający wers z najważniejszej walki o masie skilli z dużym prawdopodobieństwem był preemade'em, to ten finał bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Z pewnością jeśli chodzi o poziom freestyle'u był jednym z najlepszych w historii i dał nadzieję czy nawet pewność, że Solar i Białas mówiący RIP WBW i innym bitwom, wcale nie mają ku temu podstaw.

Rzecz jasna w ostatnim czasie było jeszcze parę innych bitew i inicjatyw, które napawają optymizmem. Mieliśmy rewelacyjną Bitwę o Pitos zorganizowaną przez Dużego Pe, silnie obsadzoną Bitwę o Stocznie, efektowne zderzenie pokoleń na Microphone Masters i parę innych, a niemal wszędzie tam pokazywali nam się obiecujący wychowankowie Theodora startujący w stworzonej przez niego Warszawskiej Lidze Wolno-stylowej. Pisząc, ten tekst sam siebie złapałem na tym, iż o polskim freestyle'u można powiedzieć wiele więcej dobrego niż mi się zdawało, ale chyba w tekście pora już na tym poprzestać. Wydaje mi się, że zgrzeszyłbym pisząc, iż polski freestyle ma się źle, choć od pewnego czasu podąża w kierunku, który mi jako fanowi nie bardzo się podoba. Być może jest to naturalna kolej rzeczy, którą zwyczajnie muszę zaakceptować, wierząc, że wolny styl nie skończy się na schematach, preemade'ach i dwuznacznościach. Nawet Filipek rapujący z całkiem fajnym flow na ostatnim Microphone Masters czy Edzio grubo cisnący Flinta i Solara, dają mi taką nadzieję, a świetnie czujący bit Pueblos, opór stylowy Oset i paru chłopaków od Theodora tylko ją potęgują. Zawodnicy ci walczą o to, by freestyle w Polsce dalej żył i miał się dobrze, są oni nowym, innym pokoleniem, które choć pewnie nigdy nie będzie nazywane platynowym, to z pewnością już widnieje na kartach historii i w żadnym wypadku nie powinno być lekceważone. Wielu fanów z długim stażem pewnie z nostalgią wspomina dawne, złote czasy polskiego free, ale tak sprawa wygląda nie tylko jeżeli chodzi o freestyle, ale i wiele innych dziedzin. Kto z nas nie wolałby oglądać dziś na piłkarskich boiskach Zidana i Beckhama, czy na parkietach NBA Jordana lub chociażby Shaqa ? Niestety, na wynalezienie wehikułu czasu czy eliksiru młodości, póki co się nie zanosi, więc zostaje nam cieszyć się i jarać tym, co mamy, a jeżeli chodzi o wolny styl naprawdę jest czym. Polski freestyle żyje oraz ma się dobrze i mówię to z pełną świadomością i przekonaniem, że szybko to się nie zmieni. Mam tylko nadzieję, iż w przyszłości dane mu będzie jeszcze troszkę poskręcać, obrać inne, ciekawe kierunki. Bo przecież okazji ku temu będzie co niemiara; inicjatywy Theodora dalej się realizują, Duże Pe obiecuje zorganizowanie kolejnej zajebistej bitwy, czekamy na następną edycję Microphone Masters, a tegoroczne WBW zapowiada się naprawdę arcyciekawie. Zostaje nam zabierać na bitwy znajomych, wspierać i hałasować, a dzisiejsi freestyle'owcy na czele z Edziem, Filipkiem czy Szydercą z pewnością nie zawiodą naszych mniej znających temat kolegów, a nam, tym wierniejszym kibicom poza podtrzymywaniem wysokiego poziomu nawijki może dadzą jeszcze okazję, by zakrzyknąć niczym Łona "ach to doprawdy niezwykłe". Muszę przyznać, że ja, jako fan o czymś takim marzyłbym chyba najbardziej.

lip  29
Oprogramowanie sklepu internetowego Sellingo.pl