KOSZYK JEST
PUSTY

+48 784 949 081

info@wbw.pl

WBW 2016 - Punchline'owo-patologiczna ŁDZ

paź11

WBW 2016 - Punchline'owo-patologiczna ŁDZ

Łódź zawsze zapewnia nam niesamowity klimat, a w tym roku wręcz przeszła samą siebie. Na trzecich elimkach WBW 2016 melanż i freestyle były wszechobecne, działo się wiele, lecz to, co najważniejsze oglądaliśmy na scenie. Po zdecydowanie najlepszych z dotychczasowych eliminacji trzecim finalistą WBW 2016 został Spartiak.

I na tym (przy bardzo dobrych wiatrach) musiałbym pewnie skończyć moją relację, gdybyście zapytali mnie o przebieg bitwy parę godzin po jej zakończeniu. Cóż, Łódź rządzi się swoimi prawami, lecz ja trochę ubolewam, że tego sprawozdania nie mógł napisać ktoś, kto na trzeźwo przyglądał się wszystkim, często bardzo niecodziennym sobotnim wydarzeniom. Osobiście pamięć mam okrojoną, przesłuchałem na kaca audio z bitwy (kara jak znalazł) i pokrótce przynajmniej spróbuje Wam streścić, co działo się na łódzkiej scenie. A działo się mnóstwo - o werdyktach nie będzie ani słowa, natomiast o dobrym freestyle'u co najmniej dziesięć akapitów :)

DWA OBLICZA 1/8 FINAŁU

Pierwsze to pewne triumfy punchline'owców. Kenny, Ryba, Milu i Spartiak już w premierowych starciach pokazali prawdziwą moc. Pierwszy z panów dość niespodziewanie, acz po mega fajnej walce uporał się z Pueblosem. Kenny usłyszał od swojego rywala, że ze względu na "darcie mordy" mógłby zostać hypemanem Mila, ale trzeba mu przyznać, że już od premierowych linijek spisywał się w sobotę zdecydowanie nie gorzej od swojego "krzykacza po fachu". W świetnej formie do Łodzi wpadł również Ryba, który to swojej pierwszej walce absolutnie rozniósł w pył Płochę.

Kenny vs Pueblos

A Milu i Spartiak? Oni także zaczęli bitwy z bardzo wysokiego C. Jeden z głównych faworytów tegorocznej edycji, a za razem aktualny lider wyścigu po dziką kartę pewnie uporał się ze Stryjem, a triumfator łódzkich elimek po fajnej i pełnej kozackich panczy walce pokonał Milana. Cztery miejsca w ćwierćfinałach zgarnęli więc punchline'owcy, lecz o pozostałe bili się już tylko zawodnicy bazujący na oryginalnym i nietuzinkowym stylu. Nie wierzycie? Sprawdźcie, zestawienie walk:

Babinci vs GML
Jędrzej vs Buczi
Murzyn vs WSZ
Oset vs Kapsel

W powyższych czterech pojedynkach górowali odpowiednio Babinci, Buczi, Murzyn i Oset. Walki nie obfitowały może w niesamowite pociski, lecz stylowego freestyle'u w dzisiejszych czasach nigdy nie za wiele. A go pokazał nam dosłownie każdy z ośmiu rywalizujących zawodników, w tym rzecz jasna Wujek Samo Zło. Legenda polskiego free oraz finalista warszawskich elimek przegrał z Murzynem po dogrywce bez bitu, która jak mogliśmy się dobitnie przekonać, nie należy do jego ulubionych form rozrywki;)

WSZ vs Murzyn

PUNCHLINE'OWCY ZGARNIAJĄ PEŁNĄ PULĘ

W ćwierćfinałach mieliśmy więc zaskakująco równy podział sił - czterech zawodników opierających swoją nawijkę przede wszystkim na punchline'ach oraz czterech graczy, którzy bazują raczej na stylówce. A los chciał, że stanęli oni na przeciw siebie w czterech, przekozackich konfrontacjach stylów. Każda z nich była pokazem diametralnie różnych pomysłów na freestyle i co ciekawe w każdej górowali punchline'owcy, zgarniając wszystkie cztery miejsca w półfinałach.

Najpierw do najlepszej czwórki z przytupem awansował Kenny. Późniejszy finalista, zaczął walkę z Babincim od deklaracji, że "rozjebie go jak szmatę", a skończył, wraz z publiką krzycząc, by jego rywal wracał do domu. Z całym szacunkiem do zeszłorocznego półfinalisty, ale trzeba Kennemu przyznać, iż nie zwykł rzucać słów na wiatr. Chwilę po nim miejsce w półfinale zapewnił sobie także Ryba. Jego walka z Buczim okazała się naprawdę nadspodziewanie dobra i wyrównana, lecz to MC z Radomia, który w wejściu na temat "list od Bajorsona" określił się mianem drugiego kryminogennego, miał w niej nieznaczną przewagę i zasłużenie triumfował.

Kenny vs Babinci

No a potem przyszedł czas na prawdziwy gwóźdź programu i chyba najlepszą walkę wieczoru. Milu vs Murzyn- co to była za bitwa! Tuż po jej zakończeniu publika skandowała ksywkę drugiego z panów, lecz Bonez z Gresem, zdecydowali, że o wszystkim zadecyduje dogrywka bez bitu. A w niej odrobinę lepszy okazał się Milu, gość, którego (choć zaliczyłem go do grona punchline'owców) nie powinniśmy kojarzyć już z "darciem mordy", a naprawdę z fajnym i chwilami zupełnie nietuzinkowym flow.

Na koniec ćwierćfinałów czekała nas z kolei bitwa Oseta ze Spartiakiem. Faworytem mógł zdawać się pierwszy z panów, lecz w sytuacji, gdy sędziowie zarządzili kolejną dogrywkę bez bitu jego szanse - chcąc nie chcąc - musiały znacznie zmaleć. Spartiak był tego wieczoru nie do zatrzymania - już w regulaminowym czasie walki zdawał się mieć niewielką przewagę, a w wymienianiu linijek acapella wręcz zmiótł swojego rywala, wieńcząc tym samym ćwierćfinałowe triumfy punchline'owców.

Spartiak vs Oset

PÓŁFINAŁOWE NIESPODZIANKI

Początkowo chciałem użyć słowa sensacje, lecz z szacunku do dotychczasowych sukcesów na freestyle'owej scenie Kennego i Spartiaka tego nie uczynię. Niemniej jednak gdyby jeszcze przed paroma dniami zapytano was, czy ci dwaj panowie mają szansę w starciach z Rybą i Milem, pewnie odpowiedzielibyście, że bardzo niewielkie. No a jak było w rzeczywistości, doskonale wiemy...

Najpierw na przeciw siebie stanęli Ryba i Kenny. Napierdalali punchline'y, porywali publikę, a Bonez i Gres zarządzili dogrywkę. W niej emocje rosły z każdą linijką, zawodnicy narzucili sobie mordercze tempo, a koniec końców triumfował Kenny. Może być nam odrobinę szkoda Ryby, który szczególnie w dwóch pierwszych pojedynkach pokazał się ze znakomitej strony, lecz trzeba uczciwie przyznać, że jego rywal wbrew naszym oczekiwaniom okazał się w pierwszym półfinale po prostu odrobinę lepszy.

Kenny vs Ryba

Jednak prawdziwą niespodziankę przyszło nam zobaczyć dopiero chwilę potem. Milu był w sobotę (zresztą podobnie jak na poprzednich dwóch elimkach) w świetnej dyspozycji, imponował wersami, stylówką - miał wszystko i jeszcze więcej, czego potrzeba finaliście WBW. No ale na Spartiaka w żadnym stopniu to nie wystarczyło… Mniej znany freestyle'owiec z Wrocławia miał formę dnia z kosmosu - składał przekozackie i bardzo spontaniczne punchline'y, błyskotliwie odbijał piłeczkę oraz samemu śmiało atakował, by w końcu po stojącej na zajebistym poziomie walce pokonać Mila i zasłużenie dołączyć do Kennego w finale.

Spartiak vs Milu

DWÓCH WSPANIAŁYCH

Od paru lat mamy tak, iż to jedynie zwycięzca elimek zdobywa bilet do Wielkiego Finału, a jego rywal, który poległ w decydującym starciu, musi dalej starać się o awans do najlepszej ósemki na kolejnych imprezach eliminacyjnych. I jest to bez wątpienia świetne rozwiązanie, co nie znaczy, że czasem nie zdarza się, iż możemy go żałować. W sobotę w Łodzi zarówno triumfujący Spartiak, jak i zdobywca drugiego miejsca Kenny bez dwóch zdań bardzo solidnie zapracowali sobie na miejsce w Wielkim Finale.

Kenny vs Spartiak

I pewnie po "regulaminowym czasie" walki sędziujący Bonez i Gres najchętniej zaprosiliby na imprezę w Proximie obu panów. Kenny i Spartiak nie tylko byli zdecydowanie najlepszymi zawodnikami na przestrzeni całej imprezy, ale też zaserwowali nam nie lada show w samym finale. Po jego zakończeniu jednogłośnej decyzji a propos werdyktu nie potrafiła podjąć ani publika ani jury, tak więc musieliśmy zobaczyć kolejną dogrywkę. I bardzo dobrze. W niej swoją wyższość wyraźnie zaznaczył Spartiak, który w pojedynkach na punchline'y nie miał w Łodzi sobie równych. To właśnie ksywkę Wrocławianina po ostatniej linijce dogrywki skandowała publika i po krótkiej naradzie z Gresem to właśnie jego Bonez ogłosił trzecim finalistą WBW 2016.

Spartiak

Spartiak zasłużył sobie na ten triumf w 200%. A Kenny? On płakać nie musi, bo pozostało mu jeszcze aż pięć szans na awans do najlepszej ósemki. No ale łatwo nie będzie. Już za tydzień w Białymstoku kolejny elimki, a na nich o czwarty bilet do Wielkiego Finału bić się będą najprawdopodobniej również inni bohaterzy z Łodzi czyli Murzyn, Milu, Babinci i Ryba, a także lokalne tuzy tj. GML i Radzias. Szykuje się świetne widowisko, a ja zrobię wszystko, żeby tym razem Wam je należycie zrelacjonować. Cóż, alkoholikiem nie jestem, więc nie powinien być to jakiś wybitny problem ;)

A tak w ogóle to czekajcie na bitwy na WBWtv, bo te z Łodzi są absolutnym sztosem. Oj, na dobre rozkręciło nam się to WBW 2016...

paź  11
Oprogramowanie sklepu internetowego Sellingo.pl