KOSZYK JEST
PUSTY

+48 784 949 081

info@wbw.pl

WBW 2003: Narodziny legendy (epilog)

wrz21

WBW 2003: Narodziny legendy (epilog)

WBW 2003 oficjalnie dobiegło końca. Legendarna Przestrzeń Graffenberga opustoszała, zniknęli z niej freestyle'owcy, fani oraz stare fotele od Fiata, a nim oświetleniowiec Wolfram zgasił w klubie ostatnie światła, DJ Grubaz zabrał z niego także i odliczający zawodnikom czas wielki czerwony zegar, by zwrócić go swojej matce. W tym momencie pewna piękna historia miała swój koniec, lecz w gruncie rzeczy jedynie po to, by móc dać początek wielu innym, jeszcze bardziej okazałym opowieściom...

A wśród nich są chociażby przyszłe kariery artystyczne pierwszych w historii finalistów. Triumfator WBW 2003 Rufin MC zamiast ścieżki popularnego rapera wybrał drogę Hip-Hopowego aktywisty, inicjatora i prowadzącego setek różnego rodzaju imprez, który dla sławionej przez nas kultury zrobił znacznie więcej niż 90% jego kolegów po fachu. Nie zważając na wszelkie krzywdzące łatki, które to po latach zostawały mu doczepiane, mogę Wam z pełnym przekonaniem powiedzieć, że po pierwsze i najważniejsze jest to gość niesamowicie kochający Hip-Hop, mistrz z którego WBW powinno być ogromnie dumne.

Z kolei zdobywca drugiej pozycji na imprezie w Przestrzeni Graffenberga, Diox to już postać zupełnie inna. Możecie śmiać się z mniej lub bardziej udanych freestyle'i jego autorstwa, ale faktem pozostaje, że ten facet to jeden z absolutnych pionierów battle'owej sceny w naszym kraju. I nie tylko. Do dziś warszawski MC zasłużenie odcina kupony swojej kilkunastoletniej działalności studyjnej, która to dzięki żelaznej konsekwencji oraz odrobinie szczęścia wyniosła go na rapowy piedestał.

A co się tyczy Proceenta, wspomnieć należy pewną bardzo sympatyczną historię, która miała miejsce przed trzynastoma laty. Podczas finalowej imprezy WBW 2003 w Przestrzeni Graffenberga miał pojawić się ponoć sam Krzysztof Kozak, jeden z najpopularniejszych polskich wydawców. Po obejrzeniu scenicznych popisów przywołanych wyżej panów, właściciel wytwórni RRX zdecydował się zaproponować jednemu z nich wydanie pod jej skrzydłami legalnego krążka. I nie usłyszał odmowy- album "Znaki zapytania" ujrzał światło dzienne już w październiku następnego roku a jego autorem był rzecz jasna Proceente. Warszawski MC, który dziś może pochwalić się nie tylko posiadaniem wielu wartościowych pozycji w swojej dyskografii, ale i założeniem swej własnej renomowanej wytwórni o nazwie Aloha Enterteinment.

Dla każdego z panów występ na finale WBW 2003 był czymś szczególnym. Być może nie stał się on zalążkiem do spektakularnych karier na scenie bitewnej, lecz z pewnością robił za przełomowy moment w ich pełnych przygód hip-hopowych podróżach, które to po latach obrały zgoła odmienne, lecz w każdym przypadku chyba możliwie najwłaściwsze kierunki. Jak słusznie zauważył w rozmowie ze mną Jakuza, w ówczesnych czasach, by osiągnąć cokolwiek w rapie "rzeczywiście trzeba było być kimś i zrobić coś". A przecież walka do ostatnich chwil o triumf na pierwszym finale Wielkiej Bitwy Warszawskiej to już było "coś" naprawdę wielkiego, "coś" na czym skorzystali nie tylko sami jej uczestnicy, ale i cały polski freestyle.

Dorobił się on bowiem bitwy z prawdziwego zdarzenia. Eventu, który przez następne kilkanaście lat będzie uchodził za nieoficjalne mistrzostwa Polski i którego pierwsza edycja na dobre rozpocznie rozkwit hip hopowych potyczek na rymy w kraju nad Wisłą. WBW 2003 stało się po latach jedynie prologiem do pięknej historii napisanej przez pozostałe odsłony warszawskiej imprezy, do setek innych bitew rozgrywanych w najróżniejszych zakątkach Polski, a także do niezliczonej ilości amatorskich cypherów, które to dzięki zaciekłości i ambicji między innymi Rufina, Dioxa oraz Proceente możemy usłyszeć dziś niemal na każdym rodzimym osiedlu.

I chyba taki właśnie był w tym wszystkim cel… by pasją do freestyle'u zarazić cały świat;)

WCZORAJ A DZIŚ

Wielka Bitwa Warszawska liczy dziś już aż 13 lat, a za parę tygodni startuje jej kolejna odsłona. Tym razem imprezy eliminacyjne odbędą się w siedmiu polskich miastach, do skrzętnie wybranych lokali przybędą setki uczestników, a organizacja i poziom freestyle'owej rywalizacji z pewnością będą stały na możliwie najwyższym poziomie. Całe zmagania zakończy z kolei Wielki Finał w warszawskiej Proximie, na którym to - podobnie jak przed rokiem - gościć powinno grubo ponad tysiąc osób.

Od 2003 roku zmieniło się więc mnóstwo. Jednak sama istota i cel rozgrywania Wielkiej Bitwy Warszawskiej, toczenia na scenie zaciekłych batalii na słowa oraz wspólnego freestyle'owania podczas wolnostylowych jamów pozostał niemalże identyczny. Nas młodych łączy dziś dokładnie ta sama zajawka, która to przed laty tknęła pierwszych finalistów WBW do nieustającej pracy nad budową i popularyzacją sceny battle'owej w Polsce. To niby oczywiste, ale by utrwalić Wam ten fakt mocno w głowie, zakończę naszą opowieść taką o to, krótką refleksją.

Łona na wydanej wiosną tego roku płycie pod tytułem "Nawiasem mówiąc" nagrał jeden z najwspanialszych numerów w całej swojej dyskografii, opowiadający o konieczności zacierania granic między kulturą "wysoką" i "niską", utwór "Doklej Plakat". Jego bohaterami zostali pisarz Witold Gombrowicz i raperka Azylia Banks, a raczej zawieszone na ścianie ich wizerunki. Były to podobizny artystów zupełnie sobie niepodobnych, na pierwszy rzut oka tworzących skrajnie różną sztukę a jednak spoglądających na siebie nawzajem błogim, wręcz zalotnym wzrokiem.

Na gruncie freestyle'owym równie odlegle mogą nam się wydawać postacie Rufina MC oraz Szydercy czy też Edzia. W końcu wolny styl zmienił się przez ostatnie kilkanaście lat nie do poznania- z wesołej improwizacji słownej stał się profesjonalną rywalizacją na co raz to bardziej krwawe punchline'y. Jednak czy to znaczy, że powinniśmy jego najwybitniejszych przedstawicieli tak wyraźnie od siebie separować, że należy wieszać plakaty pierwszego i aktualnego mistrza WBW na dwóch zupełnie innych ścianach? Lub, co gorsza, o wizerunku tego pierwszego zupełnie zapomnieć?

Wielka Bitwa Warszawska to jedna, naprawdę okazała historia, w której równie ważny jest rozdział premierowy, jak i ten ostatni. My odrywając się na chwilę od oglądania dzisiejszych bitew i zagłębiając się w historię WBW, przyczyniamy się do doklejania plakatu Rufina obok wizerunku Edzia. Mam nadzieje, że nie tylko mi wydaje się to całkiem istotne. A liczę też, że na tym nie poprzestaniemy i już wkrótce weźmiemy się za kolejny plakat :)

wrz  21
Oprogramowanie sklepu internetowego Sellingo.pl