KOSZYK JEST
PUSTY

WBW 2003: Narodziny legendy (cz.3)

wrz18

WBW 2003: Narodziny legendy (cz.3)

Przestrzeń Graffenberga zapełnia się po brzegi, jurorzy zajmują swoje miejsca na starych fotelach od Fiata, a stojący za gramofonami DJ Grubaz jest już gotowy do puszczenia pierwszego bitu. Wielki Finał WBW 2003 rozpocznie się lada moment - z chwilą, gdy słynny czerwony zegar po raz pierwszy odliczy czas rymującym na scenie zawodnikom.

Zaczęło się! Pierwszych na scenę finałowej bitwy w Przestrzeni Graffenberga anonsujący imprezę Duże Pe zaprosił Proceente oraz Dioxa. Panowie pojawili się przed publiką, stoczyli klasyczną walkę w "papier, kamień, nożyce", by następnie sięgnąć do otaczanego czcią kapelusza i wylosować jeden ze specjalnie przygotowanych na Wielki Finał tematów do nawijania.

Diox vs Proceente

W premierowym starciu górą był Proceente. Przy bardzo wyluzowanym Dioxie rzeczywiście wyglądał w pierwszym wejściu na nieco stremowanego, lecz już podczas drugiej minuty nawijki - tym razem bez tematu - swoją bardzo oryginalną stylówką i humorystycznymi linijkami dał publice oraz jurorom jasno do zrozumienia, kto zasługuje w tej walce na zwycięstwo.

Tuż po swoim koledze z Warszawy pierwszy triumf na bitwie w Przestrzeni Graffenberga zanotował także Rufin MC. On z kolei w swoim premierowym starciu na Wielkim Finale z kwitkiem odprawił K3, rzucając na początku drugiego wejścia chyba najsłynniejsze wersy kojarzone z którąkolwiek z imprez odbywających się z ramienia WBW 2003.

Rufin MC vs K3

„A teraz Rufin, Rufin coś zmieni, przyszedłem w dresie, bo traktuję to jak trening” - nawinął ku uciesze publiki mieszkający w Piasecznie raper i w dużej mierze właśnie dzięki tym linijkom zapewnił sobie triumf ze znacznie gorzej prezentującym się wówczas K3.

Po pierwszej serii bitew (walki toczono w systemie "każdy z każdym") na prowadzeniu byli więc mający na swoim koncie po jednym zwycięstwie Proceente oraz Rufin. Jednak już w drugiej kolejce starć wszystko obróciło się do góry nogami - co prawda pierwszy z panów zgodnie z oczekiwaniami uporał się z robiącym na finale za chłopca do bicia K3, lecz drugi z nich niespodziewanie uległ w rywalizacji ze znajdującym się w wyjątkowo wysokiej dyspozycji Dioxem.

Diox vs Rufin MC

- Nichuj nie mam pojęcia, jak to się stało. Serio… - komentuje swoją jedyną porażkę na finale WBW 2003 Rufin MC. Bitewny reprezentant Piaseczna nie ma wątpliwości, iż potrafił wówczas na freestyle'u znacznie więcej od swojego niespodziewanego pogromcy.

Jednak tak czy inaczej, jego sytuacja w kontekście walki o pierwsze w historii mistrzostwo WBW bardzo się w tym momencie skomplikowała...

FINAŁOWE ROZSTRZYGNIĘCIA: Wielka szansa Proceenta i magiczna czapka Rufina

Fakty były bowiem takie, iż po dwóch kolejkach starć o krok od triumfu na scenie Przestrzeni Graffenberga był posiadający jako jedyny komplet zwycięstw na swoim koncie Proceente. Tuż za jego plecami czyhali podwójnie zmotywowany po dotkliwej porażce Rufin oraz Diox, któremu to w ostatniej bitwie przyszło zmierzyć się z K3, a następnie czekać, jakie rozstrzygnięcie przyniesie decydujące o losach pierwszego tytułu mistrza WBW starcie Proceenta i Rufina.

Diox triumfował bardzo pewnie i zanotował tym samym swoje drugie zwycięstwo na bitwie. Przed ostatnią walką finału mogło więc zdarzyć się jeszcze niemal wszystko. W przypadku victorii Proceente nad Rufinem ten pierwszy z kompletem zwycięstw bezsprzecznie triumfowałby na Wielkim Finale WBW 2003. Natomiast w sytuacji, gdy zwyciężyłby drugi z panów, na czele tabeli mistrzowskiej widniałyby ksywki aż trzech zawodników, którzy to zgodnie posiadaliby na swoim koncie po dwa zwycięstwa.

Diox vs K3

Stawka była więc przeogromna - Proceente walczył o zapewnienie sobie największego triumfu w swojej dotychczasowej karierze, a Rufin o to, by móc pozostać w grze o wyrwanie go z rąk rywali. Co Was zapewne nie zdziwi, w ostatniej walce finału zwyciężył drugi z panów, lecz jak wynika z opowieści moich rozmówców, wcale nie przyszło mu to tak łatwo, jakby moglibyśmy się tego spodziewać.

Byłem lepszy w pierwszym wejściu, w drugim też poleciałem bardzo porządnie. Rufin nieco się gubił i byłem przekonany, że wygrana na WBW już jest moja… - wspomina finałowe starcie Proceente. Niestety problem w tym, że właśnie, gdy warszawski raper czuł się już niemal pewnym triumfatorem bitwy, jego rywal sięgnął po prawdziwego asa z rękawa. A raczej z czapki...

Pod koniec ostatniego wejścia słynący przed laty z chowania pod swoim nakryciem głowy okazałego afro Rufin MC zdjął z rozmachem ukochaną czapkę i ku zdziwieniu wszystkich dookoła ukazał, że po jego imponującej fryzurze nie ma już… ani włosa.

Rufin MC

„Mój przeciwnik zakrywa się ciszą- wygrywa Rufin- zrobiło się łyso”- nawinął w tym samym momencie mistrz WBW 2003 i tym samym przy wielkim hałasie ze strony publiki przechylił szale zwycięstwa na swoją stronę

Co ciekawe, pod wrażeniem jego wersów byli nie tylko jurorzy oraz zgromadzeni na bitwie fani, ale i sam rywal Rufina.

- To było coś niesamowitego. Aż sam nie wytrzymałem i parsknąłem śmiechem - wspomina całą sytuację Proceente. Z drugiej jednak strony przepytywany przeze mnie wciąż podkreśla, że jego zdaniem werdykt tej walki mógłby być zupełnie inny, gdyby nie "przygotowany" przed imprezą spektakularny "numer z czapką"...

Ale czy rzeczywiście warszawskie MC mógł czuć się pokrzywdzony? Cóż, trzeba pamiętać, że ilu zainteresowanych, tyle też najróżniejszych spojrzeń na zaistniałą sytuację. Zupełnie odmienną opinią na jej temat podzielił się ze mną chociażby jeden z jurorów finału w Przestrzeni Graffenberga, Jakuza.

- Po coś tam byliśmy - jeden wers nie mógł zmienić werdyktu - zarzeka się przedstawiciel Wielkiego Joł - Nie pamiętam dokładnie tych wydarzeń, ale to przecież także i dla nas była pierwsza bitwa freestyle’owa z prawdziwego zdarzenia… Tym bardziej więc staraliśmy się, żeby wszelki rozstrzygnięcia były jak najbardziej rzetelne.

Być może więc słynny wybryk Rufina nie zmienił werdyktu jury, lecz z pewnością miał na jego obraz niemały wpływ. A sam werdykt? On z kolei sprawił, że Proceente, Rufin i Diox mieli na zakończenie wszystkich finałowych starć po dwa zwycięstwa na koncie, a jurorzy musieli znaleźć sposób na wyłonienie tego spośród nich, który naprawdę zasługuje na miano pierwszego mistrza Wielkiej Bitwy Warszawskiej.

LEGENDARNA DOGRYWKA: Diox w roli „przemądrzałego gnojka” i wielki triumf Rufina

Po krótkiej naradzie sędziów ogłoszono, iż trzej najlepsi na bitwie zawodnicy zmierzą się w trzyosobowej dogrywce, która zadecyduje o kolejności miejsc na podium. Każdy z nich dostał w dłoń mikrofon i miał minutę bez tematu na to, by uwodnić, że to właśnie jemu triumf na pierwszej edycji WBW należy się najbardziej.

Kulisy samych wejść Proceente, Dioxa i Rufina w finałowej dogrywce są czymś zupełnie zapomnianym. Ostatni z panów przyznaje wręcz, że ze względu na trans w jakim się wówczas znajdował, już tuż po jej zakończeniu, a na chwilę przed ogłoszeniem werdyktu jury zupełnie nie pamiętał, o czym nawijał on sam, a także jego rywale. Również Proceente wspomina, że emocje były wtedy zdecydowanie zbyt duże, by po latach przypomnieć sobie cokolwiek bardziej konkretnego…

Natomiast ponownie zdecydowanie najbardziej "wyluzowanym" i pewnym siebie z całej trójki zdawał się być Diox. On bowiem otrzymawszy wielką szansę, jaką zgotowała mu wygrana Rufina nad Proceentem w ostatniej kolejce starć, nie widział innej możliwości niż pogodzenie bardziej renomowanych kolegów i sięgnięcie po wymarzony triumf.

Niestety, jak się okazało chwilę potem, jego pyszałkowatość nie tylko nie przyniosła mu oczekiwanego zwycięstwa, ale i według relacji innego z finalistów musiała sprowadzić na niego samego niemały zawód…

Proceente, Diox, Rufin MC

- Jak to jest przepierdolić z młodszym... DWA RAZY? - miał zapytać Diox tuż przed ogłoszeniem werdyktu stojącego tuż obok Rufina. Ten schował język między zębami, udał, że nie dosłyszał pytania, a już chwilę potem anonsowano, iż trzecie miejsce na Wielkim Finale WBW 2003 zajął Proceente.

Triumfować w Przestrzeni Graffenberga mogli już więc jedynie Rufin bądź Diox, a z każdą chwilą oczekiwania napięcie w głowach obu panów ogromnie rosło.

- To co, jak to jest przejebać z małolatem? - ponownie zwrócił się do swojego rywala najmłodszy z ówczesnych finalistów. Rufin jeszcze raz nic nie odpowiedział, a po paru sekundach prowadzący imprezę Duże Pe przeczytał ksywkę wicemistrza pierwszej edycji WBW.

Był nim rzecz jasna Diox. Przed laty pyszałkowaty i zadumany w sobie młody freestyle’owiec , który dziś na pytanie, czy pamięta przywołaną mi przez Rufina historię, odpowiedział w taki o to, mega sympatyczny sposób:

- Historii Rufina w sumie nie pamiętam, ale jeśli mówi że tak było, to na bank tak było. Byłem przemądrzałym gnojem... hehe. Piękne czasy.

A także i piękny finał. Jego zwycięzcą tuż po ogłoszeniu ksywki wicemistrza został oficjalnie ogłoszony nie kto inny jak Rufin MC. Piaseczyński MC, który w czasach, gdy bitewny freestyle stawiał na polskiej ziemi swe pierwsze kroki, był przez znakomitą większość obserwatorów uznawany za najwybitniejszego z jego przedstawicieli. Rufin od zawsze miał a propos wolnego stylu swoją własną filozofię- zamiast wódki lufka, a zamiast wypełniaczy nieustająca pomysłowość oraz oryginalność….

- Freestyle’owiec nie może być schematyczny. Musi znajdywać milion różnych rozwiązań. Być innym w każdym z kilkunastu wejść na bitwie. Pomysłowość, kolorowość- te rzeczy są najważniejsze. Oni mają biały, czarny, może czasem szary, w takim razie ja dojebie niebieskim, zielonym i fioletowym- powiada MC z Piaseczna i trzeba mu przyznać, że w żadnym wypadku nie rzuca słów na wiatr. Na finale WBW 2003 właśnie dzięki barwności i kreatywności swoich linijek, a także innych scenicznych wybryków mógł sięgnąć po wymarzony triumf.

Rufin MC

I choć nie był on jeszcze wtedy uwieńczony zdobyciem mistrzowskiego pasa, to z pewnością stanowił największe osiągnięcie w dotychczasowej karierze rapowej Rufina. Przed pierwszym mistrzem WBW utworzyły się wówczas nowe perspektywy i ścieżki - zwycięstwo w Przestrzeni Graffenberga dało mu nie tylko 10 darmowych godzin nagrań w studio (notabene do dziś niewykorzystanych), ale i sporą renomę w rapowym półświatku, którą to bez dwóch zdań MC z Piaseczna może cieszyć się aż do dnia dzisiejszego.

Jednak w gruncie rzeczy na finale WBW 2003 bardzo skorzystali także i pozostali jego uczestnicy. Triumf odniósł praktycznie każdy, a co chyba najważniejsze mnóstwo zyskała również kultywowana przez nas forma hip hopowej rywalizacji.

Parafrazując Hirka Wrona, bez cienia wątpliwości zwyciężył freestyle, a o wszystkich obliczach jego triumfu dowiecie się...gdy ciąg dalszy nastąpi.

wrz  18
Oprogramowanie sklepu internetowego Sellingo.pl