KOSZYK JEST
PUSTY

+48 784 949 081

info@wbw.pl

Microphone Masters IX i X, czyli zderzenie pokoleń

sie18

Microphone Masters IX i X, czyli zderzenie pokoleń

Gdy doszła do mnie informacja, że w niedługim czasie dojdzie do reaktywacji cyklu Microphone Masters, byłem szczerze zajarany. Szybko odświeżyłem sobie video z poprzednich edycji, a tam pamiętne spotkania Mufla z Te-Trisem i Pe, zajebisty pokojowy freestyle 3-6 z Flintem, konfrontacje reprezentantów Freestyle Palace z ich odwiecznym wrogiem Bośniakiem, wygłupy Poga i Procentee czy świetne punchline'owe starcie chyba największych tuzów w tej dziedzinie, czyli wcześniej wspomnianych Muflona i Trzysześcia.

Serio warto sobie do tych walk wracać i zwyczajnie podziwiać, bo brali w nich udział prawdziwi mistrzowie majka. Jednak po ich odświeżeniu moja zajawka nadchodzącą bitwą wcale się nie powiększyła, szczerze powiedziawszy to zacząłem obawiać się, że zapowiadane imprezy mogą nie spełnić pokładanych w nich oczekiwań, a na pewno nie zbliżyć się do poziomu i emocji sprzed lat. Bałem się o podejście i formę weteranów, a także o to czy zawodnicy reprezentujący dzisiejsze pokolenie będą w stanie pocisnąć starszych rywali mocno i w dawnym stylu, a nie ograniczać się jedynie do dwuznaczności, metafor i gierek słownych.

Wiedząc już, że obsada ma być nieprzeciętna, wiadomość o tym, że w IX edycji spotkają się Flint, Solar, Edzio i Pejter przyjąłem ze zwyczajną aprobatą, stwierdziłem, że nie będę spodziewał się Bóg wie czego, a liczyłem jedynie na parędziesiąt minut freestyle'u na naprawdę wysokim poziomie. Bo na to chyba mogłem liczyć, w końcu na scenie mieli pojawić się: aktualny posiadacz pasa WBW, zwycięzca najlepszego w historii finału, półfinalista z tego samego roku oraz tegoroczny finalista będący jednym z najlepszych aktywnych zawodników. Nie zawiodłem się Flint (poza walką z Solarem) podszedł do imprezy naprawdę na poważnie i w walkach z Edziem i Pejterem zaprezentował się zupełnie nieźle jak na kogoś kto na bitwy przestał jeździć już dobrych parę lat temu. Oczywiście było ten brak aktywności trochę słychać, nie oglądaliśmy takiego Flinta jak w 09 czy na MM VII, ale z pewnością Kuba nikogo nie zawiódł, a sam wykorzystał też okazję, by kolejny raz pocisnąć nieobecnego Bośniaka. Z kolei Solar wpadł w roli "gwiazdora", który nagrywa płyty i z rapu wyciąga konkretny hajs. Współzałożyciel SB maffiji był zupełnie wyluzowany, czasem aż zanadto a dobre linijki i wejścia przeplatał z kompletnie nieudanymi, lecz z pewnością wprowadził na scenę sporo wigoru, luzu i uśmiechu. W walkach z Edziem i Pejterem potrafił też przejmować inicjatywę, rzucać bardzo celne i często zabawne pociski w stronę młodszych kolegów, którym nieraz wypominał, że nie zarabiają jak on na rapie i mogą być jedynie jego fanami, ustawiać się w kolejce po autograf. Jednak ci nie byli mu a także Flintowi dłużni, obaj młodzi zawodnicy, pokazali, że freestyle ma się dziś zupełnie dobrze nawet w konfrontacji ze złotym pokoleniem. Jeżeli chodzi o Edzia trochę sprawdziły się moje obawy dotyczące przewagi gierek słownych, "grzecznych panczy" nad zwyczajnymi grubymi pociskami, lecz i tych nie zabrakło, a follow'up do kawałka SB "Freestyle Wars" czy wers o zwolnieniu z WF-u to wykwintne przykłady. Reprezentant Trójmiasta udanie bronił honoru Bośniaka w walce z Flintem, chwalił się swoimi dotychczasowymi osiągnięciami na scenie i potrafił celnie punktować rywali, krótko mówiąc wypadł, jak na mistrza przystało. Z kolei Pejter z całej czwórki miał chyba najwięcej do udowodnienia, musiał pokazać, że nie jest na MM przypadkiem i że jak pozostali też potrafi być mistrzem mikrofonu. Ja jego występ odbieram również zupełnie pozytywnie, należy on do bardzo dużego grona MC's o stylu, który mi za bardzo się nie podoba, może trochę się przejadł, lecz trzeba mu przyznać, że jest w nim jednym z tuzów, co udowadniał i na MM i na zeszłorocznym WBW. Muszę przyznać, iż trochę żałuję, że "Mentor nie odebrał telefonu", ale nie mam, co narzekać, Pejter wcale nie odstawał poziomem od bardziej utytułowanych kolegów, a wszystkie bitwy z jego udziałem były wyrównane i interesujące.

Szybko podsumowując edycję nr 9, powiem, że zaskoczyła mnie ona pozytywnie, nie jakoś przesadnie, ale na tyle , by wyjść z klubu z satysfakcją, że się przyszło. Fajna konwencja zawierająca wejścia na temat obrazków, bardzo słyszalne podczas bitew zderzenie freestyle'owych pokoleń i wysoki poziom nawijki sprawiły, że choć wydaje mi się, że do poziomu i emocji MM sprzed lat daleko, to narzekać po prostu nie wolno, a trzeba wręcz organizować kolejne edycję.

Cóż, długo czekać na to nie musieliśmy, już parę tygodnie po IX edycji zorganizowano kolejną, która to jednak nie wzbudziła większego zainteresowania fanów, a pod sceną było wręcz pusto (być może wynikało to z faktu, iż tego samego dnia nasi piłkarze mierzyli się z Gruzją). Przy mikrofonach mieliśmy ujrzeć wybitnego punchline'owca i dwukrotnego półfinalistę WBW Filipka, aktualnego wicemistrza Jędrzeja, posiadacza pasa z roku 2012 Czeskiego i palącego się do beefu z Warszawą Bośniaka. Niestety ten ostatni tuż przed imprezą odwołał swój udział i po raz któryś już nie przyjechał do stolicy, tłumacząc to względami zdrowotnymi. W jego miejsce na bitwę wpadł odwieczny rywal Gdańszczanina, Flint, który ponoć sam zaproponował organizatorom swój udział na dwa dni przed imprezą. Niestety wydający w Koka Beats raper, mający za sobą świetny solowy album nie wypadł już tak dobrze jak podczas poprzedniej edycji, trochę jak parę tygodni wcześniej Solar miewał przeciętne czy nawet słabe wejścia, a na plus chyba zapisał bym mu jedynie bardzo fajną walkę z Filipkiem i może końcówkę starcia z Jędrzejem. Ten ostatni choć doszedł w tym roku do finału WBW, nie jest jeszcze chyba mistrzem mikrofonu, lecz mimo to według mnie wypadł naprawdę przyzwoicie. Przeważał przez większość czasu w walce z Flintem, co pewnie rok temu, gdy zaczynał freestylować nawet mu się nie śniło, a i w walkach ze znacznie bardziej doświadczonymi Filipkiem i Czeskim dawał radę i był tylko odrobinę gorszy. Z kolei Czeski z dwóch weteranów podobał mi się trochę bardziej, poza nudnawą walką z Flintem, na której publika domagała się, by dali z siebie więcej, wypadł naprawdę spoko, pokazał zajebiste flow i styl a także niezłe pancze (szczególnie w walce z Jędrzejem). Jacek, co zrozumiałe nie jest już dziś tą maszyną do rozbijania oponentów, co na WBW 2012, trochę brakowało mu błyskotliwości, ale wciąż reprezentuje bardzo wysoki poziom i wszędzie, gdzie występuje, pokazuje klasę. Ostatni z MC's walczących na MM X, będący świeżo po beefie z Koldim, Filipek przyjechał do Warszawy w roli zdecydowanego faworyta i miał za zadanie pokazać wyższy poziom nawijki niż pozostali. On nie dość, że to zrobił, to jeszcze zaskoczył publikę, rapując momentami z całkiem fajnym flow oraz udowodnił, że nawet w konwencji, gdzie trudniej o sprawne wplatanie we freestyle preemade'ów jest obok Edzia najlepszym ze startujących.

Niestety, ogólnie rzecz ujmując, sprawdziły się obawy Puocia i X edycja nie była już tak udana, jak jej poprzedniczka, a wynikało to zarówno z niewielkiej frekwencji w klubie, jak i z odrobinę gorszego występu zawodników, wśród których naprawdę żałuje, że nie było Bośniaka. Nie było już tak dobrze słychać różnicy pokoleń, a i z zaproponowaną konwencją MC's nie poradzili już sobie tak świetnie, jak miało to miejsce parę tygodni wcześniej. Nie ma mowy o specjalnym zawodzie, lecz muszę przyznać, że odczuwam lekki niedosyt, który mam nadzieje, że wynagrodzą mi nadchodzące bitwy.

Pierwsza impreza z cyklu Microphone Masters odbyła się w 2008 roku i spotkali się na niej Muflon, Puoć, Duże Pe oraz Te-Tris i już nawet patrząc na same ksywy wiemy, że musiało być to coś niezwykłego. Po siedmiu latach i kolejnych udanych siedmiu odsłonach, przyszedł czas, by jako mistrzowie majka pokazali się reprezentanci nowego pokolenia freestyle'owców i zmierzyli swe siły z weteranami sceny. Jak sobie poradzili pewnie wiecie już z youtube'a i mogliście skonfrontować swoje własne opinie z moimi przemyśleniami, natomiast jeśli tego, jeszcze nie zrobiliście, to gorąco zachęcam do sprawdzenia filmików zarówno z IX i X edycji, jak i tych wcześniejszych, bo cała historia MM jest naprawdę ciekawa i można dzięki niej poznać znaczną większość największych mistrzów majka polskiej sceny freestyle'owej. Ja liczę, że ta historia będzie kontynuowana i wzbogacana o kolejne, co najmniej równie emocjonujące zderzenia pokoleń, które przyciągną pod scenę znacznie więcej fanów wolnego stylu niż miało to miejsce podczas X edycji.

sie  18
Oprogramowanie sklepu internetowego Sellingo.pl