KOSZYK JEST
PUSTY

+48 784 949 081

info@wbw.pl

WBW 2016 - Pierwsza relacja z pola bitwy

wrz26

WBW 2016 - Pierwsza relacja z pola bitwy

Zaczęło się! Po miesiącach oczekiwań okraszanych wieloma przekozackimi bitwami w całej Polsce wreszcie wystartowało WBW 2016. I to w jakim stylu! W warszawskim klubie NiePowiem pierwszy bilet do Wielkiego Finału zgarnął Toczek, a głównym bohaterem stojącej na mega wysokim poziomie imprezy był jej sensacyjny finalista Wujek Samo Zło.

Jednak nim dowiecie się, jak szalony WSZ porwał publikę, a pewny swego Toczek rozbił go w decydującej starciu, pozwólcie, że przybliżę Wam przebieg całej bitwy od jej samego początku.

REKORDOWO DŁUGIE PREELIMIKI

Nieładnie mówiąc, można się było po prostu zajebać. Eliminacje do bitew trwały dobre dwie godziny, a na scenę wyszło niemal 100 freestyle'owców. Lekki koszmar. Szczególnie, że ponad połowa z nich klasycznie miała problem nawet i z trzymaniem mikrofonu. Zazwyczaj ma to swój urok, lecz jakby to powiedzieć - co za dużo to nie zdrowo.

Choć wiadomo - odnośnie freestyle'u zawsze lepiej za dużo, aniżeli jeszcze więcej. Preelimki dobiegły wreszcie końca, a siedzący w jury Muflon, 3-6 oraz Piotrek Zwierzyński wybrali najlepszą szesnastkę. I chyba wybrali słusznie, choć ja jak zwykle mam swoje zastrzeżenia. A właściwie jedno, które nosi ksywkę OSB. Serio nie wiem, co ten gość musi jeszcze zrobić, by zyskać należyte mu uznanie w oczach znawców i fanów wolnego stylu. Ale to tak na marginesie.

By nie pójść śladem sobotnich preelimek, nie zamulamy i przechodzimy do bitew.

KOSMICZNY POZIOM PIERWSZEJ RUNDY

Serio, tak wielu świetnych walk w 1/8 finału eliminacji WBW nie widziałem chyba nigdy. Ale czy mogło być inaczej? Oto zestawienie par pierwszej rundy starć:

Pueblos vs Raban
Murzyn vs Babinci
Toczek vs Milan
Bober vs Ryba
Kenny vs Milu
Janusz Tramwaj 3000 vs WSZ
Bambo vs Stryjo
Biały vs GML

Pueblos

Najpierw w mega formie wleciał Pueblos. Nie wiem, czy to tylko moje mylne wrażenie, ale co raz częściej wydaje mi się, że zawodnik z Bielska jest specem od walk z mniej okiełznanymi rywalami. W nich zdarza mu się rozpierdalać niemal każdą pojedynczą linijką, by w kolejnych rundach bitew nieco spuszczać tonu. Odrobinę podobnie było i dzisiaj, ale o tym później.

Następne cztery walki to absolutny top polskich freestyle'i.

Babinci wrócił z miesięcznej wolnostylowej emerytury i już w pierwszym wejściu na temat porwał publikę, zapewniając sobie zwycięstwo w starciu z bardzo solidnie dysponowanym Murzynem. Obaj panowie odpadli z dzisiejszej bitwy stosunkowo szybko, lecz wszystko wskazuje na to, że o bilet do Wielkiego Finału będą walczyć aż do skutku. Oby.

Babinci

No a potem wpadł Toczek. Od pierwszej linijki widać było, że jest dziś cholernie zmotywowany i kurewsko pewny siebie. Takiej charyzmy i energii na scenie WBW osobiście nie widziałem od czasów, gdy rządziło nią jeszcze "złote pokolenie". A gdy połączy się te cechy z umiejętnością sklejania kozackich linijek powstaje efekt, któremu to nawet i znajdujący się bardzo wysokiej dyspozycji punchilene'owej Milan nie miał żadnych szans się przeciwstawić.

Toczek

Po popisach Toczka przyszedł w końcu czas na walkę Ryby i Bobera, zdecydowanie najmocniejsze (przynajmniej w teorii) starcie 1/8 finału. Było grubo, choć myślę, że mogło być dużo lepiej. Zawiódł szczególnie przegrany Bober, który choć rzucił kozackie wersy typu "Chemii nie zdałeś w liceum, wpierdala się tutaj Panczlajnian Boberu", to ogólnie rzecz biorąc, był dziś wyjątkowo przeciętnie dysponowany. Ryba zmiótł go linijkami o przegranym beefie z proszkiem do prania oraz byciu substytutem Pueblosa i zdecydowanie zasłużenie zameldował się w ćwierćfinale. Tuż po nim tej samej sztuki dokonał Milu, kolejny z głównych faworytów WBW 2016. W swojej pierwszej walce Wrocławianin pokazał, że ambicje na zdobycie mistrzowskiego pasa ma ogromne i w tym roku naprawdę mało kto będzie mógł marzyć o nawiązaniu z nim równej walki. Kenny był blisko, ale to jednak jeszcze nie ten poziom...

Bober vs Ryba

Wybaczcie, że tyle czasu poświęcam pierwszej niby najmniej istotnej rundzie bitew, lecz w tym wypadku była ona po prostu zdecydowanie najbardziej widowiskową. W jej kolejnej odsłonie zobaczyliśmy, cytując Dolara "epic rap battle" pomiędzy Wujkiem Samo Zło, a Januszem Tramwajem 3000. W rzeczywistości było to po prostu mega sympatyczne i prześmieszne starcie, w którym górował rozpoczynający swoje wielkie show na bitwie WSZ.

WSZ vs Janusz Tramwaj 3000

Z kolei ostatnie dwie walki 1/8 finału stały na zdecydowanie najsłabszym poziomie. Zwycięstwa Bambo nad Stryjem i GML'a nad Białym to starcia raczej bez większej historii. A szkoda. Najbardziej smuci bardzo kiepska postawa Białego, którego freestyle'owy potencjał jest zdecydowanie bliższy walce o mistrzowski pas aniżeli zamulaniu w pierwszej rundzie eliminacji…

Biały vs GML

Na całe szczęście te dwie gorsze bitwy pozwoliły nam jedynie chwilę odsapnąć przed głównym daniem wczorajszej imprezy.

WUJEK SAMO ZŁO BOHATEREM WIECZORU

Jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało, szczególnie dziś i szczególnie w kontekście elimek WBW. Ale tak właśnie było. WSZ w ćwierćfinałowym pojedynku z Milem zrobił show, jakiego na WBW nie widzieliśmy od bardzo dawna. A chodzi po prostu o to, że uczynił to na swój urokliwy i mega oryginalny sposób. Właśnie tacy ludzie wnoszą do freestyle'u koloryt- nie przypadkowo publika pokochała Bajorsona i nie bez kozery wykrzykiwał ksywkę Babinciego po zeszłorocznej dogrywce z Edziem i Filipkiem. Każdy powiew świeżości i oryginalności to coś, czego na WBW potrzeba jak tlenu.

A szczególnie cieszy, gdy przychodzi on wraz z wejściem na scenę żywej legendy battle'owej sceny. Wujek Samo Zło to prawdopodobnie pierwszy polski freestyle'owiec, gość, który już w 98 roku rymował na wolno na jasnej stronie składanki DJ'a Volta. Dziś z kolei po latach powrócił na WBW, rozprawiając się w ćwierćfinale z jednym z jego głównych faworytów. I choć po walce cała publika (zupełnie słusznie) skandowała "dogrywka, dogrywka" to chyba dobrze się stało, że jury wskazało właśnie na Wujka. Milu i tak najprawdopodobniej zdobędzie jeszcze bilet do Wielkiego Finału, a takiego show, jakie WSZ zrobił nam wczoraj także i w swoich kolejnych potyczkach możemy na WBW już nigdy nie zobaczyć.

Wujek Samo Zło

No dobra, ale przecież nie tylko on pojawił się na bitwie. W jej pozostałych ćwierćfinałach Pueblos zmierzył się z Babincim, Toczek z Rybą, a Bambo z GML'em.

Pierwszy pojedynek to w pełni zasłużony triumf zawodnika z Bielska. Co prawda w tym starciu obaj panowie wypadli znacznie gorzej niż podczas swoich pierwszych potyczek, lecz bez wątpienia to Puebli był stroną dominującą. Flow jest, punchline'y są - lecimy dalej.

Chwilę potem mieliśmy już starcie, które zapowiadało się jako walka wieczoru. I choć nie zawiodło, to na kolana raczej też nie powaliło. Toczek wygrał z Rybą nie tyle co jakością rzucanych przez siebie linijek a bardziej charyzmą, stylem i sceniczną energią. Najlepszy z reprezentantów WLW był dziś po prostu dużo bardziej przekonujący w każdym aspekcie swoich scenicznych poczynań.

Toczek vs Ryba

Na koniec ćwierćfinałów ponownie mieliśmy lekką zamułkę. Po jedynej dogrywce na wczorajszej bitwie Bambo w kontrowersyjnych okolicznościach pokonał GML'a. Walka była przeciętna, a jej werdykt chyba po prostu dostosował się do poziomu wejść obu panów. Nie tylko ja, ale i spora część publiki zupełnie nie mogła zrozumieć powodów wygranej zawodnika z Dubeninek w decydującej w dogrywce.

Nie jest to żaden przytyk w stronę Bambo, ale wydaje mi się, że w formie, w jakiej prezentował się on wczoraj (potrafi duuużo więcej) jedynie wyjątkowo łatwa drabinka oraz nietrafione werdykty jurorów mogły dać mu awans aż do półfinału. Na szczęście tam czekał już na niego nieposkromiony i rządny krwi Wujek Samo Zło...

"Ojciec chrzestny polskiego freestyle'u" zmiażdżył Bambo w iście spektakularny sposób. Nie wierzycie? Poczekajcie na filmiki na WBWtv, choć pewnie i one nie oddadzą w pełni tego, jak porwał wczoraj publikę WSZ. Niemniej jednak cholernie cieszy mnie to, że gdy relacje video trafią do internetu, hejty, które są nieraz rzucane w stronę Wujka mogą obrócić się o pełne 180 stopni. Kto jak kto, ale ten gość sobie na to w pełni zasłużył.

PRZEDWCZESNY FINAŁ

No dobra, ale o Wujku to już by chyba było na tyle- przejdźmy do drugiego z półfinałów. W nim spotkali się dwaj bezwzględnie najlepsi zawodnicy dzisiejszej bitwy (nie licząc rzecz jasna WSZ'a, który zdawał się startować w swojej własnej kategorii ;). Toczek i Pueblos - to oni zmierzyli się w starciu, które możemy śmiało nazwać przedwczesnym finałem i które zadecydowało o tym, że to właśnie Gdynianin zgarnął bilet na listopadową imprezę w Proximie. Ale czy rzeczywiście powinien był triumfować?

Toczek vs Pueblos

Starcie z Pueblosem od początku do końca było mega wyrównane. Po ostatnich linijkach publika opowiedziała się nieznacznie za Toczkiem, a jury musiało mieć niemałą zagwostkę. Muflon i 3-6 wskazali na dogrywkę, a Piotrek Zwierzyński na reprezentanta WLW. I stało się, triumfował przedstawiciel "drugiej ligi"...

W mojej skromnej opinii odrobinę lepszy był jednak Pueblos. Zawodnik z Bielska nie wypadł co prawda aż tak dobrze jak w pierwszym starciu na bitwie, lecz to on pokazał świeższe linijki i lepsze flow od swojego półfinałowego rywala. A że przegrał - trudno, mam tylko ogromną nadzieję, że podwójnie zmotywuje go to do występu na kolejnych eliminacyjnych imprezach. Bardzo prawdopodobne, że za rok Puebli zajęty działalnością studyjną nie znajdzie już czasu na WBW, tak więc wielka szkoda byłoby nie zobaczyć go za parę miesięcy na finale w Proximie… A zwłaszcza w takiej dyspozycji.

ZASŁUŻONY TRIUMF FAWORYTA

Tak, na swój sposób Toczkowi bardzo należał się bilet do Wielkiego Finału. Może i mam małe obiekcję co do werdyktu półfinałowego starcia z Pueblosem, ale nie sposób zaprzeczyć, że reprezentant WLW jest w ostatnim czasie najlepiej dysponowanym z aktywnych freestyle'owców. Gdynianin triumfował niedawno na bardzo mocno obsadzonych bitwach w Ciechanowie i Trójmieście, a w Koninie okazał się gorszy jedynie od Mila. Jeśli ktoś z bijących się o pas WBW zawodników zasłużył sobie na awans do najlepszej ósemki za całokształt swoich ostatnich freestyle'owych poczynań, to tym kimś jest właśnie Toczek.

Finał z Wujkiem to raczej potyczka bez większej historii. Ten drugi nieco opadł już z sił, a przyszły triumfator zdawał się jedynie rozkręcać. Jego wygrana była bezdyskusyjna. Na przestrzeni całej bitwy Toczek nie imponował może Bóg wie jaką dyspozycją dnia, lecz dzięki wspomnianej już pewności siebie, charyzmie i energii udawało mu się pokonywać każdą z napotkanych przeszkód. Co prawda nieraz w celu wygrywania walk zdarzało mu się rzucać wersy, które gdzieś już na bitwach słyszałem, ale mnie osobiście wynagradzał to naprawdę rewelacyjną scenicznością. Do Wielkiego Finału WBW 2016 pozostały jeszcze równo dwa miesiące i jestem więcej niż przekonany, że do tego czasu forma najlepszego z reprezentantów WLW pod każdym względem będzie już doszlifowana niemal do perfekcji.

WSZ vs Toczek

Póki co możemy jedynie śmiało powiedzieć, że na dobry początek wyłoniliśmy jako finalistę jednego z największych faworytów całej tegorocznej edycji.

A kto zgarnie kolejny bilet na listopadową imprezę w Proximie? Kandydatów jest mnóstwo, a wszystko rozstrzygnie się już w najbliższą sobotę w Gdańsku. Do Klubu Medyk zapraszają Dolar i DJ Serio, a my liczymy na to, że wpadnie tam także obrońca mistrzowskiego pasa…

Tak czy inaczej szykuje się kolejny wolnostylowy wieczór, którego wręcz nie wypada przegapić. No to co, widzimy się w Trójmieście ;)

wrz  26
Oprogramowanie sklepu internetowego Sellingo.pl